Stało się to w mgnieniu oka. Stado białoruskich jałówek usłyszało zza Buga ryki polskich koleżanek. Krowy poczuły zew wolności i wpław ruszyły przez granicę. Tu wkroczyły do stadniny w Janowie Podlaskim i ani myślą wracać - donosi DZIENNIK.
Zgodnie z unijnym prawem każde zwierzę, które nielegalnie przekroczy granicę UE, powinno być zlikwidowane. Jednak w przypadku stada młodych, zadowolonych z ucieczki cieląt i jałówek nikt nie miał serca podjąć takiej decyzji.
"Co mieliśmy zrobić? Przecież niełatwo zatrzymać tak wielkie stado czy je zawrócić" - mówi płk Andrzej Wójcik, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej. "O strzelaniu do uciekinierek nikt nawet nie pomyślał" - dodaje.
Ale krowy najprawdopodobniej czeka deportacja. Weterynarz, który zbadał zwierzęta, musi jednak wynegocjować z Białorusinami warunki transportu powrotnego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|