Każdej nocy, przez osiem długich lat od śmierci syna, Helena Papała zasypiała z ciężkim sercem. Wiedziała, że za chwilę we śnie znów przyjdzie do niej cierpiący syn. - "Za każdym razem pytałam go: Synku, kto ci to zrobił? A on nigdy mi nie odpowiadał. Patrzył tylko w moje zapłakane oczy, odwracał się i odchodząc, rozpływał we mgle. Ale mój ostatni sen był zupełnie inny..." - mówi matka zamordowanego generała policji. Na jej twarzy pojawia się delikatny uśmiech, po raz pierwszy od tragicznej nocy 15 czerwca 1998 roku, kiedy to Marka Papałę zastrzelono przed jego domem.
"Syn, jak zwykle, przyszedł do mnie we śnie. Ale tym razem wyglądał inaczej, był pogodny. Uścisnął mnie i szeroko się uśmiechnął, tak szczerze i radośnie. On już jest szczęśliwy, ja to czuję" - mówi z ulgą "Faktowi" Helena Papała.
Jeszcze kilka dni temu modliła się, by ręka sprawiedliwości dosięgła człowieka odpowiedzialnego za śmiertelny strzał. Wraz z mężem Janem osiem lat czekali na taką informację: Edward Mazur zatrzymany. Teraz, gdy wiedzą o jego aresztowaniu proszą Boga o coś innego - chcą, by Mazur przyjechał do Polski i opowiedział całą prawdę o śmierci ich ukochanego syna. Chcą wiedzieć, kto i dlaczego go zastrzelił ich. "Bo to nie taki porządek, żeby rodzice chowali własne dzieci" - mówi "Faktowi" Jan Papała.