Donata K. pochodzi z biednej, wiejskiej rodziny. Ma na utrzymaniu dziecko. Przez jakiś czas handlowała przy drodze grzybami i tak zarabiała na nędzne utrzymanie. To tam, pod Częstochową ją znaleźli i zaproponowali pracę w klubie El Diablo. Zgodziła się... Na początku wiodła wystawne życie. Za godzinę inkasowała 200 zł. Po kilku miesiącach, gdy odmówiła stręczycielom opłat za "opiekę", zaczął się koszmar.
Wywozili ją do lasu, brutalnie gwałcili, torturowali. Jej koleżance, która też im się postawiła, przebili śrubokrętem kolano. Bała się, ale pracowała dalej, potrzebowała pieniędzy na utrzymanie dziecka. Ale w końcu nie wytrzymała terroru sutenerów. Poszła na policję, powiedziała, że chce zeznawać.
Policyjną akcję na El Diablo rozpusty zorganizowało na początku września Centralne Biuro Śledcze. W ręce policjantów wpadło pięciu bandziorów z Częstochowy i Łodzi. Niespełna trzy
tygodnie potem zmasakrowana Donata K. trafiła do częstochowskiego szpitala. Dlaczego nie dostała ochrony? Komendant główny Policji Marek Bieńkowski, którego o to zapytaliśmy, twierdzi, że
nie prosiła. Jakby nie wiedział z własnego doświadczenia, że w takim przypadku kobiecie, której groziła zemsta bandytów, ochronę po prostu należało dać. Prokurator krajowy Janusz
Kaczmarek obiecał "Faktowi", że ta bulwersująca sprawa zostanie dokładnie zbadana. Dziewczyna będzie sparaliżowana do końca życia.