Dziennik Gazeta Prawana logo

Niechciane dzieci umierały na oczach pielęgniarek

12 października 2007, 14:04
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Warszawska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie barbarzyńskiego postępowania z noworodkami, które przeżyły sztuczne poronienie. Maleństwa wkładano do słoików z formaliną. Zdarzało się, że były żywe. "Fakt" dotarł do pielęgniarek, które opowiadają o tych praktykach.

"To ja złożyłam doniesienie do prokuratury na warszawski szpital " - mówi w rozmowie z "Faktem" Maria Bienkiewicz, prezes fundacji Nazaret. "Wciąż zgłaszają się do mnie pielęgniarki i położne, które były zmuszane do uśmiercania niewinnych dzieci" - dodaje wstrząśnięta Bienkiewicz.

Rzeczywiście, relacje pielęgniarek są przerażające. Jedna z nich, Nikoletta B., niezwykle szczegółowo opowiedziała prokuraturze o tym, czego miała być świadkiem w 1997 roku, kiedy była na stażu w szpitalu ginekologiczno-położniczym przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie.

Asystowała wówczas przy porodach sztucznie wywoływanych przez lekarzy. Zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej, takie zabiegi wykonuje sie wówczas, kiedy płód już jest martwy, a jego obecność w organizmie matki zagraża jej życiu lub zdrowiu.

Ale według położnej, niektóre noworodki rodziły się żywe, a ich losem nikt się nie interesował. Potem zawijane w serwetki wrzucano do metalowych misek i tam konały. Następnie wkładano je do słoików z formaliną.

Inna pielęgniarka relacjonuje - "Ono tego nie widzi, ale widz to ja. Okropna, sinoczerwona głowa, otwarte jak do krzyku usta (...). To chłopczyk czeka na decyzje lekarza, czy ma być zapakowany w worek, czy włożony do formaliny".

Podobnie zeznaje kolejna położna - "Ciężarna 23 tygodnie. Stwierdzono wady rozwojowe dziecka. Zapada decyzja o natychmiastowym zakończeniu ciąży. Dziecko rodzi się zniekształcone: skrócone kończyny, wodogłowie i wady narządów wewnętrznych. Zaraz po urodzeniu traktowane jest jak preparat do badania. Nie zdecydowano tylko jeszcze, czy ma trafić do lodówki czy formaliny. A ono ciągle żyje!".

"To są informacje wyssane z palca" - odpowiada na zarzuty prof. Romuald Dębski, szef kliniki przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie.

Zdaniem Marii Bienkiewicz z fundacji Nazaret, barbarzyńskie praktyki wobec niemowląt i płodów miały miejsce nie tylko w jednym szpitalu, ale w wielu innych placówkach na terenie Polski.

Doniesieniami poruszony jest minister zdrowia Zbigniew Religa. "To szokujące dla każdego normalnego człowieka. Tutaj mamy do czynienia z ohydnym draństwem" - mówi oburzony minister.

Prokuratura już wzięła pod lupę wszystkie warszawskie szpitale położnicze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj