Przez dziesięć lat przybrany ojciec, sprawiedliwy sędzia, wraz z żoną uczyli Patryka normalnego życia. Dawali mu to, czego większość polskich dzieci mieć nigdy nie będzie - dom, rodzinę, ciepło, szkołę i pieniądze. Miał własny pokój, zabawki, zawsze nowe ubrania. Mógł spotykać się z kolegami, uczyć w najlepszych szkołach. Patryk D. odrzucił to wszystko, wolał zejść na złą drogę - kraść, pić wódkę, katować młodszych kolegów, a w końcu po latach wrócić do domu dziecka. By gwałcić 6-letnich kolegów.
"Miałem nadzieję, że zdołam go wychować na człowieka" - mówi łamiącym się głosem sędzia. Po chwili z jego oczu łzy płyną niemal strumieniem.
Mały Patryk był jednym z najmłodszych wychowanków kłobuckiego sierocińca. Nie wiadomo, kto był jego prawdziwym ojcem. Nie wiedziała tego nawet jego matka, która pewnego dnia zostawiła dziecko w domu i poszła na kilka dni pić. Sąd odebrał jej prawa rodzicielskie. "Urzekł nas swoim wyglądem. Miał wtedy sześć lat i wyglądał jak prawdziwy aniołek, trochę przerażony światem" - wzdycha sędzia.
Ryszard Myrda i jego żona nie mieli dzieci. Pragnęli jednak wychować chłopca. "Jako jedyny z całego sierocińca miał uregulowaną sytuację prawną, dlatego zdecydowaliśmy się nim zaopiekować" - wyznaje z trudem sędzia. "Tak bardzo chcieliśmy mieć syna" - wzdycha.
Gdy Ryszard Myrda dowiedział się o zwyrodniałych wyczynach Patryka, przeżył szok. "To straszne dla nas przeżycie i porażka wychowawcza" - mówi załamany.