Jaśkiewicz zdążył po zatrzymaniu zadzwonić do innego działacza ZPB Andrzeja Poczobuta i opowiedzieć mu o zajściu. Czekał wieczorem na autobus na przystanku w Grodnie. Obok niego zaczęła się bójka. Milicjanci od razu stwierdzili, że winny jest Jaśkiewicz. To on po pijanemu wywołał szamotaninę. I zabrali go od aresztu. Jaśkiewicz powiedział Poczobutowi, że to prowokacja.

Polonijny działacz może posiedzieć 15 dni za kratami. Tyle na Białorusi grozi za "drobne chuligaństwo" - jak to ujmuje tamtejszy kodeks.