To był wyjątkowo nerwowy wieczór i w Gdańsku, i w Bochni. Bo właśnie stamtąd pochodzi dziewczyna, z którą rozmawiała niedoszła samobójczyni. Mieszkanka podkrakowskiego miasta zachowała się bardzo przytomnie - gdy jej rozmówczyni zaczęła opowiadać o samobójczych planach, ta natychmiast zadzwoniła na policję.
W komendzie była tylko krótka narada. Szybko wezwano psychologa, który miał wyciągnąć z gdańszczanki jak najwięcej, ale tak, żeby dziewczyna nie zorientowała się, co się dzieje. Udało się dowiedzieć, do której szkoły chodzi, potem 16-latka przysłała jeszcze swoje zdjęcie.
Tu do akcji wkroczyli policjanci z Gdańska. O to, kim jest zdesperowana dziewczyna, zapytali dyrektora jej szkoły. Gdy ten podał jej imię i nazwisko, policjanci i psycholog pognali co sił do jej mieszkania.
Drzwi otworzyła im zaskoczona matka. Kobieta jeszcze szerzej otworzyła oczy, gdy weszła do pokoju córki. Bo tam, na stoliku obok dziewczyny leżała garść psychotropów, a obok stała szklanka z wodą. Wtedy kobieta zrozumiała, że tej nocy mogła stracić córkę.