Jeleniogórska prokuratura sprawdzi, jakim cudem w pięciu tysiącach ampułek corhydronu znalazł się śmiertelnie niebezpieczny preparat. I zbada, czy producent nie tuszował afery. Śledczych zaalarmował dzisiejszy artykuł DZIENNIKA.
Gdy tylko prokuratorzy potwierdzą, że w ampułkach faktycznie była trucizna, to wtedy od razu rozpoczną śledztwo. Winnym pracownikom Jelfy postawią zarzuty narażenia zdrowia i życia ludzkiego. A za to grozi śmieszny wyrok. Bo jedynie trzy lata za kratkami. A przecież przez tę pomyłkę mogło zginąć setki chorych.
Prokuratura ma 30 dni na rozpoczęcie śledztwa. Jednak jeleniogórscy prokuratorzy obiecują, że ponieważ sprawa jest paląca, to zrobią wszystko, by śledztwo ruszyło jak najprędzej.
Całą aferę wykrył DZIENNIK. Według gazety, w ampułkach - zamiast leku na uczulenia - był środek działający tak jak niesławny pavulon, który zwiotcza mięśnie i może nawet doprowadzić do śmierci. Bo po zażyciu chlorsucillinu pacjent może przestać oddychać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|