Inspektorzy nadzoru farmaceutycznego ustalili, że najprawdopodobniej fiolki źle oznakowano w magazynie "kwarantannowym”, gdzie leki czekają na badanie jakości. Jeżeli wszystko jest w porządku, pracownicy naklejają metkę z numerem serii, datą produkcji i pakują leki. I to prawdopodobnie właśnie w tym momencie ktoś fiolki z niebezpieczną substancją pomyłkowo oznaczył jako fiolki z corhydronem. Kto - jeszcze nie udało się ustalić. Ale inspektorzy są pewni, że zawinił człowiek i zła organizacja pracy.
Nadal nie wiadomo, ile ampułek pomylono i czy nie mylono się również na odwrót, tzn. czy fiolek corhydronu nie zapakowano przypadkiem do opakowań leku zwiotczającego mięśnie (chlorsuccillin).
"Taką hipotezę również bierzemy pod uwagę" - mówi DZIENNIKOWI prof. Zbigniew Fijałek, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. "Oby się nie potwierdziła. Do tej pory nie było przypadków reklamowania chlorsuccillinu" - dodaje.