Pracownicy jeleniogórskiej Jelfy nie rozumieją, dlaczego zamknięto ich zakład. 600 z nich protestowało na ulicach miasta. Boją się straty pracy. Dyrekcja firmy produkującej śmiercionośny lek wylicza straty i odwołuje się od decyzji.
Pracownicy uważają, że skoro afera dotyczy tylko jednego lekarstwa, to nie powinno się zamykać całego zakładu. Firma traci na tym według dyrekcji 1 300 tys. zł dziennie. Decyzja o wstrzymaniu produkcji oznacza, że około 1000 osób nie ma pracy. Mają być wysłane na urlopy wypoczynkowe.
Wczoraj Jelfa zastosowała się do decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego i wstrzymała całą produkcję. Ale dziś około południa dyrektor generalny spółki Marek Wójcikowski wysłał odwołanie od tej decyzji. Według niego Jelfa jest traktowana jak kozioł ofiarny. Bo sam minister zdrowia Zbigniew Religa mówił, że oprócz corhydronu inne produkty firmy są bezpieczne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|