Jej przełożeni, w tym szef policji - generał Marek Bieńkowski, mówili o niej z zachwytem, że jest "policjantem w spodniach, który nie boi się największych wyzwań". Dzięki pracowitości robiła błyskawiczną karierę. Teraz dopadli ją funkcjonariusze z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji.
Okazało się, że młodsza inspektor Aldona K., która była zastępcą Komendanta Wojewódzkiego Policji w Łodzi, nie miała wcale czystych rąk.
W 2003 roku sfałszowała dokumenty z przesłuchania znajomego lekarza i jednocześnie radnego w Brzezinach Jana K., który po pijaku, rozbił się na znaku drogowym. Życzliwa policjantka wyrwała kartki z badaniami wskazującymi, że jej znajomy jechał na rauszu i zamiast tego włożyła dokument, z którego wynikało, że był trzeźwy.
Jak powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, Aldona K. przyznała się do stawianych jej zarzutów. To uratowało ją przed aresztem. Sąd zabronił jej jedynie opuszczania miejsca zamieszkania i zabrał paszport.
Za to za kratki trafił dyrektor brzezińskiego szpitala Jan K., któremu zarzuca się m.in. prowadzenie samochodu po pijanemu i pomoc w poświadczeniu nieprawdy. Grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Aldona K. w policji służy od 17 lat. W 2002 roku została Komendantem Powiatowym Policji w Brzezinach, a w maju 2004 roku szefem Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Od kwietnia tego roku była zastępcą Komendanta Wojewódzkiego Policji w Łodzi. Była wielokrotnie wyróżniana przez przełożonych za sukcesy zawodowe. Otrzymała m.in. Brązowy Krzyż Zasługi; była też nominowana do tytułu Łodzianina Roku 2005.