Dziennik Gazeta Prawana logo

Międzynarodowy skandal z corhydronem

12 października 2007, 14:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Skandal ze śmiercionośnym corhydronem przekroczył granice Polski. Premier Litwy żąda od naszych władz wyjaśnień dlaczego zamknięto fabrykę Jelfa. Wszystko dlatego, że jest ona kontrolowana przez przez litewskiego producenta leków Sanitas.

Afera z corhydronem w Jelfie, kontrolowanej przez litewskiego producenta leków Sanitas, przeradza się w międzynarodowy skandal.

Litwa oczekuje jak najszybszych rozstrzygnięć w sprawie wstrzymania produkcji w jeleniogórskiej Jelfie - powiedział RMF FM Arunas Jievaltas, radca litewskiej ambasady w Warszawie. Ambasador Litwy rozmawiał już na ten temat z przedstawicielami resortów gospodarki, spraw zagranicznych oraz wiceministrem zdrowia Bolesławem Piechą.

"Zwróciliśmy uwagę wiceministra, że zbliża się wizyta premiera Litwy w Polsce. Odbędzie się w sobotę za tydzień. I powiedzieliśmy, że byłoby dobrze, gdyby do tej wizyty sprawa Jelfy została rozwiązana" - stwierdził Jievaltas.

Fabrykę Jelfa zamknięto na wyraźne polecenie premiera Kaczyńskiego. Trwa kontrola. Tymczasem dzisiaj na ulice wyszła załoga firmy, przestraszona tym, że może stracić pracę.

Jednak minister zdrowia Zbigniew Religa uspokaja, że natychmiast po tym, jak kontrolerzy wyjdą z Jelfy, produkcja będzie wznowiona, oczywiście pod warunkiem, że nie wykryją oni jakiś nieprawidłowości.

Tymczasem dzisiaj w Warszawie wylądował samolot z lekami Solu-medrol i solu-cortef - te które teraz zastąpią corhydron. Minister zdrowia Zbigniew Religa od razu wydał zgodę na sprzedaż tego leku w Polsce. Bo jak się okazało, na naszym rynku nie było środka, który działa jak corhydron. Na tysiące alergików i osób cierpiących na astmę padł blady strach. W razie ataku choroby nie wiedzieli, czym ratować życie. A lekarze nie mogli sami sprowadzać leków z zagranicy. Dlatego ministerstwo kupiło to, co akurat było pod ręką.

Trzeba było działać szybko. Minister Religa już dwa dni temu nakazał wycofać z aptek i hurtowni cały zapas corhydronu i zaapelował do pacjentów, by nie przyjmowali tego leku. W niektórych ampułkach bowiem zamiast środka odczulającego była substancja zwiotczająca mięśnie. Pacjenci po takim fałszywym corhydronie dusili się.

Aferę ujawnił DZIENNIK. Okazało się, że co najmniej ośmiu pacjentów omal nie umarło.

Zapasów starczy na czterdzieści dni. Przez ten czas ściągniemy do Polski więcej zamiennika corhydronu - uspokaja ministerstwo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj