Dziennik Gazeta Prawana logo

Rodziny poległych żołnierzy żyją w nędzy

12 października 2007, 14:18
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wczoraj w asyście kompanii honorowej pochowano sierżanta Tomasza Murkowskiego, który zginął w Iraku. Na taki pogrzeb mógł liczyć każdy żołnierz, który zginął w Iraku. Jednak dla ich rodzin wraz z pochowaniem bohatera zaczynał się okres ciężkiej próby - pisze DZIENNIK.

Wdowy po żołnierzach często pozostawiane były same sobie. Musiały upłynąć trzy lata, by państwo zdecydowało się zmienić przepisy na takie, które pozwolą godnie żyć ofiarom misji, w których Polska bierze udział.

Żony, matki, ojcowie żołnierzy zmarłych w Iraku mają swoją dumę. Żyją zgodnie z powiedzeniem „co cię nie zabije, to cię wzmocni i mówią: „Jakoś sobie radzimy. Mało kto otwarcie przyznaje, że czasem brakuje grosza na podstawowe rzeczy. O pieniądzach, które kiedyś dostali, też mówią niechętnie, „bo jeszcze sąsiedzi powiedzą, że się dorobiliśmy na śmierci bliskiej osoby.

Wiesława Andrzejczak z Bogaczewa koło Elbląga straciła syna w sierpniu 2004 r. Starszy szeregowy Krystian Andrzejczak zginął w zamachu podobnym do ostatniego: pod kołami jego samochodu eksplodowała mina-pułapka. Zostawił matkę, ojca, siostrę i brata.

"11 miesięcy po śmierci syna umarł mi także mąż. 24-letnia Andżelika i 21-letni Mariusz nadal się uczą" - opowiada pani Wiesława. Kobieta jest bezrobotna, dostaje rentę po synu - 550 zł miesięcznie, a pozostała dwójka dzieci rentę po mężu - po 316 zł. Andżelika była na stażu, który zaproponowało jej wojsko, dostawała po 470 zł od urzędu pracy. Ale po sześciu miesiącach staż się skończył.

Jak teraz prowadzić dom, mając po 394 zł miesięcznie na osobę? "Mamy parę kurek, warzywa pod folią" - tłumaczy. Gdy pytam, czego im potrzeba, na co przeznaczyłaby pieniądze, zanosi się od szlochu. Nie potrafi o tym mówić, zupełnie milknie.

"Ciężko im, ale jakoś sobie radzą" - mówi mieszkaniec Bogaczewa Grzegorz Zielski. Marzena, wdowa z dwojgiem małych dzieci po Andrzeju Zielke, który zginął w ostrzale 8 czerwca 2004 r., po śmierci męża mieszkała w pomieszczeniu, w którym kiedyś był kurnik. Dopiero po interwencji mediów dostała wyższe odszkodowanie od wojska, rentę po mężu i pomoc charytatywną od posłów, za co mogła kupić normalne mieszkanie. "Wojsko zaproponowało mi pracę w jednostce, ale na razie chcę opiekować się malutkim synkiem" - tłumaczy. "Dostaję na nas troje 1500 zł renty ZUS-owskiej po mężu, a po podwyżce zasiłków po 460 zł miesięcznie z opieki społecznej dla dzieci. To musi nam wystarczyć" - mówi.


Rząd zapowiedział zmiany w prawie, które mogą poprawić sytuację rodzin żołnierzy zmarłych na misjach oraz osób, które zostały ranne. Według projektu żaden bliski żołnierza, który zginął podczas misji, nie pozostałby bez opieki. Wśród propozycji są m.in. renty równe wysokości pensji zmarłego żołnierza. Jednak nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie. Tak jak w przypadku Marzeny Zielke. Dziś na trzy osoby dostaje ona 1500 zł renty z ZUS, a pensja męża była mniejsza - 1400-1300 zł. Plusem propozycji rządowej jest jednak to, że rentę dostawałaby do końca życia, także wtedy, gdy usamodzielnią się dzieci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj