Teraz aż połowa przepisywanych kuracji antybiotykowych w Polsce jest chybiona. Oznacza to, że prawie pół miliarda złotych z budżetu zostało wyrzucone w błoto...
Zaczerwienione gardło, katar, podwyższona temperatura - w Polsce na wszystko najlepszy jest antybiotyk. W ubiegłym roku lekarze pierwszego kontaktu przepisali go aż 45 mln razy. "Połowa tej dawki została zmarnowana. Wszystko przez to, że nasi interniści przepisują antybiotyki na tzw. wszelki wypadek, bez żadnej pewności, że są one pacjentowi rzeczywiście potrzebne" - mówi otwarcie dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie. Dr Grzesiowski przyznaje, że jednym ze sposobów na poprawę sytuacji byłoby wyposażenie lekarzy w szybkie testy bakteryjne. W ciągu dwóch minut od pobrania krwi dają one lekarzowi odpowiedź na pytanie, czy jest potrzeba zastosowania antybiotyku, czy też nie.
"Podanie antybiotyku jest skuteczne jedynie w przypadku zakaże bakteryjnych. Kiedy przyczyną choroby jest wirus, lek nie działa. Dlatego tak ważne jest wykonanie badania, które jednoznacznie ustali źródło choroby" - tłumaczy lekarz med. Halina Cieszkowska, specjalista medycyny rodzinnej z Gródka nad Dunajcem koło Nowego Sącza. Lekarka już od roku z powodzeniem stosuje szybki test w swoim gabinecie. "Jest niezastąpiony szczególnie przy diagnozowaniu małych pacjentów. Jeśli przychodzi do mnie rodzic z niemowlakiem, który ma wysoką gorączkę, a test pokazuje, że nie jest to zakażenie bakteryjne, to nie podam dziecku antybiotyku" - tłumaczy lekarka.
Podobną metodę diagnozy stosuje Małgorzata Pieńkowska z oddziału neuroinfekcji dziecięcej krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II. "U nas na oddziale te badania wykonuje się dzieciom już rutynowo. Pacjenci się ich nie boją, bo to tylko maleńkie nakłucie palca. A i my jesteśmy zadowoleni, bo podajemy im antybiotyki z czystym sumieniem" - tłumaczy pediatra.
Stuprocentowo trafnych szybkich diagnoz zazdrości lekarkom dr Jerzy Krukowski, internista z Orzysza. Jego pacjenci czekają bowiem na wyniki badań dwa dni, aż nadejdą z laboratorium. "Bez takich testów diagnoza to jedna wielka zgaduj-zgadula" - rozkłada bezradnie ręce.
Lekarz ostrzega jednak wszystkich amatorów szybkiego zdrowienia za pomocą antybiotyków, że skutki takich kuracji są opłakane. Niepotrzebnie zażywane antybiotyki wywołują bowiem silne
alergie i lekooporność. Takich pacjentów lekarze nie mają czym później leczyć. Nie działają bowiem na nich nawet najsilniejsze leki. Tak jest obecnie już w przypadku 40 proc. szczepów
wywołujących zapalenie płuc. Innym, dramatycznym powikłaniem po antybiotykach jest zapalenie mięśnia sercowego... "Te testy powinny być na wyposażeniu każdego gabinetu lekarskiego w
Polsce. Tak jest na całym cywilizowanym świecie" - mówi dr Krukowski.
Marzenie mazurskiego lekarza może się spełnić. Ministerstwo Zdrowia rozważa bowiem możliwość współfinansowania testów już od nowego roku. "Jeśli lekarze uznają, że te testy
są im potrzebne, dopiszemy je do puli środków, którą dostają na diagnostykę" - obiecuje Paweł Trzciński, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.