"Czuję się jak nowo narodzony, serce zabiło mi mocniej, gdy w słuchawce usłyszałem znajomy głos. To była moja żona..." – Jan Bochenek z trudem powstrzymuje wzruszenie. To właśnie rodzina będzie najbardziej pomocna w mozolnej walce o przywrócenie pamięci Polaka. Nawet bardziej niż doskonali szwedzcy specjaliści.
Dramat Jana Bochenka zaczął się 5 listopada 2006 roku. To wtedy jacyś oprawcy skatowali go i nieprzytomnego porzucili w pobliżu centrum handlowego, obok stacji metra Radmansgatan w Sztokholmie. Pobitego mężczyznę, któremu z głowy lała się krew, znalazł patrol policji. Obok leżały dwie torby podróżne, ale w środku nie było żadnych dokumentów. Kim jest konający człowiek!?
Zanim lekarze zjawili się na miejscu, mężczyzna odzyskał na chwilę przytomność. Otworzył oczy i zaraz zamknął je z przerażenia, bo w głowie miał pustkę, zupełną pustkę.