Godzinę wcześniej były w Szkocji. Tam zatankowały, poderwały się do lotu i ruszyły do Polski. "Będą dopiero około godz. 15" - zapewniał Piotr Paszkowski, rzecznik ministra obrony narodowej. Rano twierdził, że będą w południe. Dlaczego i tym razem się spóźniły? Czy znów coś wysiadło? Nie wiadomo. Paszkowski nabrał wody w usta.
"To nie była poważna usterka" - uspokaja szef MON Radek Sikorski. Ale gdy tylko obie maszyny siadły na płycie lotniska, nasze ministerstwo zażądało wyjaśnień od Amerykanów - jak to się stało, że dostaliśmy popsute samoloty?
Obydwa myśliwce miały wylądować już przedwczoraj. W jednym popsuł się jednak radar i system tankowania, wic maszyny musiały zawrócić do USA. Drugie podejście miały wczoraj. Już były blisko, ale znów w jednym wysiadł system tankowania i dwa musiały awaryjnie lądować na Islandii. Pozostałe dwa doleciały do niemieckiej bazy.
Jak zapewnił rzecznik szefa MON, producent samolotów F-16 - firma Lockheed Martin - wkrótce poda konkretne przyczyny awarii.