Izabela Leszczyńska: Dowodził pan na Wzgórzach Golan, w Bośni i Hercegowinie, w Iraku. Którą decyzję spośród tych, jakie pan podjął, uważa za najtrudniejszą?
Edward Gruszka: Tę, która bezpośrednio wiązała się z życiem ludzi. W 2004 roku w środku nocy w Karbali wybuchło powstanie Armii Mahdiego. Bojówkarze przypuścili szturm na budynki
policji, siedzibę władz miasta. Wewnątrz ugrzęźli szef miejscowej policji i gubernator prowincji. Dostałem od nich telefon o drugiej, trzeciej w nocy. Szacowali, że mają pół godziny, może
godzinę życia, bo powstańcy szturmowali także mieszczące się obok więzienie z osadzonymi 300 Irakijczykami. Ci ludzie mogli ich zgładzić. W środku tej nocy wysłałem więc pluton sił
szybkiego reagowania do wzmocnienia obrony tych budynków. Dziś oceniam, że to była dobra, szczęśliwa decyzja.
Był pan na linii ognia. Ile po naszej stronie było ofiar?
To był nagły atak, nie mieliśmy rozpoznania. Komendant policji mówił, że ich obrona słabnie, kończy się amunicja, mają dziesiątki rannych. Grupa naszych żołnierzy przebiła się do
budynków i przetrwała do godzin rannych. Nie mieliśmy wtedy zabitych czy rannych. Ale w trakcie całej drugiej zmiany już tak: 17 polskich żołnierzy odniosło obrażenia, dwóch zginęło.
Myślę jednak, że nasze straty nie były duże, biorąc pod uwagę to, co się wtedy działo w Iraku. W samej tylko prowincji Karbala w czasie powstania Amerykanie mieli kilkudziesięciu rannych,
czterech ludzi zginęło.
Teraz ma pan dowodzić polskimi Wojskami Specjalnymi. Eksperci oceniają, że są niepełnosprawne. O ile GROM wietnie działa pod dowództwem Amerykanów, to Polacy sami nie potrafią
przeprowadzić operacji z udziałem sił specjalnych. Brakuje wsparcia z powietrza, informacji, dobrze rozwiniętej logistyki. Czy pan to zmieni?
O stanowisku nie będę mówił, nie
byłem o tym poinformowany. Powiem tak: zarówno w Polsce, jak i w Europie toczy się dyskusja o udziale sił specjalnych w operacjach stabilizacyjnych i wojnie z terroryzmem. Rola tych sił rośnie,
dąży się do centralizowania działań sił specjalnych. Prace, które już trwają w Polsce, zmierzają w tym kierunku, by polskie siły specjalne stały się samodzielne w wymiarze narodowym i
sojuszniczym.
Jaki będzie podział obowiązków pomiędzy obecnie istniejącymi jednostkami? GROM i Formoza zajmą się działaniami na lądzie i w wodzie, a komandosi z Lublińca
rozpoznaniem?
Kwestie odpowiedzialności to obszar informacji niejawnej.
Polska chce, żeby na jej terytorium powstał ośrodek szkolenia sił specjalnych dla wszystkich państw NATO. Gdzie najlepiej go zlokalizować?
O takich sprawach, podobnie
jak o działaniach jednostek specjalnych, nie należy głośno mówić. Tu chodzi o sprawy bezpieczeństwa. Ludzie powinni tylko wiedzieć, że te siły są, że działają. Najlepiej byłoby, gdyby
jedynie domyślali się, że pewien rezultat to zasługa działań sił specjalnych.
Gen. dyw. Edward Gruszka - dowodził wielonarodową brygadą w drugiej zmianie w Iraku, był dowódcą dywizji w szóstej zmianie; ostatnio na stanowisku asystenta dowódcy Dowództwa Operacyjnego w Warszawie