Były dyrektor MSWiA Tomasz Serafin, który kazał się wozić radiowozem jak taksówką, traktował podwładnych jak służących. Dowód? Policjantka z Siedlec, Wiesława M., została zdegradowana, bo nie chciała ścigać kota, który podrapał dziecko Serafina - pisze "Fakt".
"Po 35 latach uczciwej pracy spotkało mnie coś takiego" - skarży się "Faktowi" policjantka. "Serafin mnie zniszczył" - twierdzi. Opisuje, jak zdegradowano ją, bo nie wysłała patrolu, gdy kot skoczył w piaskownicy na trzyletniego syna Serafina.
Oficjalna wersja mówi o dobrowolnym przeniesieniu policjantki ze stanowiska pomocnika oficera dyżurnego do znacznie mniej odpowiedzialnej pracy w sekcji wykroczeń. "Kto na pół roku przed emeryturą prosi o niższe stanowisko? Przecież to nielogiczne. Poza tym Wiesia pracuje od wielu lat i zna się na robocie" - mówią koledzy z pracy. Według nich, policjantce po prostu kazano napisać prośbę o przeniesienie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|