Dziennik Gazeta Prawana logo

Dwie 16-latki skoczyły z wieżowca w Szczecinie

12 października 2007, 15:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Magda i Justyna stanęły na krawędzi galerii na piątym piętrze. Chwyciły się za ręce i histerycznie chichocząc, rzuciły się w dół. Potem słychać było tylko potężne uderzenie. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, obie dziewczynki przeżyły.
Gdy na miejsce tragedii przyjechała karetka pogotowia, obie dziewczynki żyły. Bezwładne ciało nieprzytomnej Justynki zostało zmasakrowane. Liczne złamania i uszkodzenia organów wewnętrznych. I żadnych oznak życia. Natychmiast rozpoczęła się walka ze śmiercią i lekarze przystąpili do błyskawicznej reanimacji. Nie umarła - informuje "Fakt".

Tuż obok swej przyjaciółki leżała Magda. Przytomna, z otwartymi oczyma pochlipywała cichutko. Mimo potwornego bólu i przerażenia składnie i spokojnie odpowiadała na pytania lekarzy. Pamiętała wszystko i doskonale wiedziała, co się stało. Nie mogła tylko zrozumieć, jak to możliwe, że przeżyła. Dla lekarzy to też był cud.

Tuż przed skokiem Magda napisała drżącą ręką na papierowej serwetce pożegnalny listy: "Do Gregora: Kotku przepraszam za kłamstwa. Wybacz mi". I nic więcej. Magda i Justyna były najlepszymi przyjaciółkami. Znały się od wielu lat i mieszkały w Szczecinie kilkadziesiąt metrów od miejsca tragedii. Każdą wolną chwilę spędzały ze sobą. Razem też chodziły do szkoły. W poniedziałek po skończonych feriach miały do niej wrócić.

Wstrząśnięci rodzice dziewczynek, którzy bardzo szybko zjawili się w szpitalu, zadawali sobie tylko jedno pytanie: "Dlaczego?". Czy to zawiedziona miłość pchnęła je po śmierć? A jeśli tak, to dlaczego razem z Magdą wyskoczyła Justynka?

"Justyna miała w domu bardzo źle. Jej rodzice mieli bardzo duże problemy finansowe. Nawet odłączono im prąd, bo nie płacili. A Magdę kochała jak siostrę" - opowiada, płacząc jedna z przyjaciółek dziewcząt. "Dlatego nie mogła Magdy zostawić samej w tej dalekiej, ostatniej podróży" - dodaje.

Stan dziewczynek jest bardzo ciężki. Przeszły pierwsze operacje, a lekarze wprowadzili je w stan śpiączki farmakologicznej. Dla ich życia decydujących będzie kilka najbliższych dni. Ale lekarze są realistami. Nawet jeśli dobry Bóg zachowa je przy życiu, grozi im nieodwracalne kalectwo.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj