Dziennik.pl logo

Horror polskich celników na niemieckim statku

12 października 2007, 13:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Strzały, kilkugodzinne przesłuchanie, strach. Wreszcie wiemy, co zdarzyło się na statku, który uprowadził polskich celników. Relację jednego z nich zdobył "Fakt".

"Postanowiliśmy skontrolować statek, który pływa między niemieckimi portami w Alhbeck i Heinsdorf a Świnoujściem" – mówi Marek, jeden z celników. Jest tajnym funkcjonariuszem, nie pracuje w mundurze. "Mieliśmy informacje, że na statku <Adler Dania> sprzedawany jest alkohol i papierosy bez polskiej akcyzy. To przestępstwo!"

Razem z kolegami – Zbigniewem i Piotrem – z wydziału udając pasażerów, popłynęli na wycieczkę. Informacje potwierdziły się. Na polskich wodach zobaczyli, że sklep działa. "Pokazałem kapitanowi legitymację i powiedziałem, że przeprowadzamy kontrolę" - mówi Marek. Wtedy doszło do nieoczekiwanego zwrotu. Kapitan Heinz Arendt ryknął do mechaników: cała wstecz! "Adler Dania" zaczął uciekać! "Widziałem, jak koledzy ze Straży Granicznej na nabrzeżu zdębieli" – mówi Marek.

Kolega Marka wezwał przez krótkofalówkę kuter Straży Granicznej. Po kilku minutach przy burcie pirackiego statku pojawił się uzbrojony kuter. Jego dowódca wezwał kapitana pirata do powrotu. "Krzyknąłem: <Człowieku, co robisz?! Przecież mogą w nas strzelać?!>" – opowiada Marek. Do pościgu przyłączył drugi kuter. Marek zobaczył lufy wielkokalibrowego karabinu maszynowego. Ogień minidziałka potrafi zestrzelić odrzutowiec albo zatopić okręt średniej wielkości. Padły strzały. "Na szczęście ostrzegawcze" – mówi Marek. "Inaczej byłoby po nas". Ale kapitan nie zwalniał. Niemiecki statek płynął dalej.

Gdy MS "Adler Dania" dobił do mola w Heringsdorfie, na nabrzeżu czekała niemiecka policja. Polscy celnicy zostali wepchnięci do radiowozów. "Siedzieliśmy kilka godzin w ciasnym komisariacie. Policjanci po trzy razy przepytywali nas, co się właściwie stało" – mówi Marek. "Potem trzymali w ciasnym pokoiku. Było ciepło, ale wszystkie drzwi były zamknięte, jak w celi."

Po interwencji dyplomatów celnicy zostali odwiezieni na granicę i mogli przejść pieszo do Polski. "Kapitan szaleniec najpierw twierdził, że musiał szybko zawrócić do Niemiec, bo miał na pokładzie chorego, a później zaczął opowiadać, że nieumundurowanych celników potraktował jak terrorystów" – opowiada Marek.

"Adler Dania" został wpisany na listę statków podejrzanych – gdy tylko pojawi się na polskim morzu, zostanie zatrzymany jak każdy piracki okręt.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj