"Postanowiliśmy skontrolować statek, który pływa między niemieckimi portami w Alhbeck i Heinsdorf a Świnoujściem" – mówi Marek, jeden z celników. Jest tajnym funkcjonariuszem, nie pracuje w mundurze. "Mieliśmy informacje, że na statku <Adler Dania> sprzedawany jest alkohol i papierosy bez polskiej akcyzy. To przestępstwo!"
Razem z kolegami – Zbigniewem i Piotrem – z wydziału udając pasażerów, popłynęli na wycieczkę. Informacje potwierdziły się. Na polskich wodach zobaczyli, że sklep działa. "Pokazałem kapitanowi legitymację i powiedziałem, że przeprowadzamy kontrolę" - mówi Marek. Wtedy doszło do nieoczekiwanego zwrotu. Kapitan Heinz Arendt ryknął do mechaników: cała wstecz! "Adler Dania" zaczął uciekać! "Widziałem, jak koledzy ze Straży Granicznej na nabrzeżu zdębieli" – mówi Marek.
Kolega Marka wezwał przez krótkofalówkę kuter Straży Granicznej. Po kilku minutach przy burcie pirackiego statku pojawił się uzbrojony kuter. Jego dowódca wezwał kapitana pirata do powrotu. "Krzyknąłem: <Człowieku, co robisz?! Przecież mogą w nas strzelać?!>" – opowiada Marek. Do pościgu przyłączył drugi kuter. Marek zobaczył lufy wielkokalibrowego karabinu maszynowego. Ogień minidziałka potrafi zestrzelić odrzutowiec albo zatopić okręt średniej wielkości. Padły strzały. "Na szczęście ostrzegawcze" – mówi Marek. "Inaczej byłoby po nas". Ale kapitan nie zwalniał. Niemiecki statek płynął dalej.
Gdy MS "Adler Dania" dobił do mola w Heringsdorfie, na nabrzeżu czekała niemiecka policja. Polscy celnicy zostali wepchnięci do radiowozów. "Siedzieliśmy kilka godzin w ciasnym komisariacie. Policjanci po trzy razy przepytywali nas, co się właściwie stało" – mówi Marek. "Potem trzymali w ciasnym pokoiku. Było ciepło, ale wszystkie drzwi były zamknięte, jak w celi."
Po interwencji dyplomatów celnicy zostali odwiezieni na granicę i mogli przejść pieszo do Polski. "Kapitan szaleniec najpierw twierdził, że musiał szybko zawrócić do Niemiec, bo miał na pokładzie chorego, a później zaczął opowiadać, że nieumundurowanych celników potraktował jak terrorystów" – opowiada Marek.
"Adler Dania" został wpisany na listę statków podejrzanych – gdy tylko pojawi się na polskim morzu, zostanie zatrzymany jak każdy piracki okręt.