"Zabiłem diabła!" - 58-letni pijany Bogdan T. wpadł do mieszkania sąsiadki. Był kompletnie pijany i cały zakrwawiony. Przerażona sąsiadka cofnęła się. Po chwili jednak znalazła w sobie odwagę, by pójść za Bogdanem T. Tego widoku nie zapomni do końca życia... Na podłodze leżały zmasakrowane zwłoki 4-letniego dziecka. Wszędzie pełno krwi - opisuje tragedię "Fakt".

Ania była promyczkiem i oczkiem w głowie swoich rodziców, Ilony i Stanisława Wierzbowskich. Spokojnych, ciężko pracujących ludzi. Gdy była potrzeba, swoją najmłodszą córeczkę zostawiali u babci. Ale babcia zachorowała, a oni w piątek musieli iść do pracy. Pierwszy raz w życiu postanowili oddać dziecko pod opiekę małżeństwa T.

Gdy policja wkroczyła do mieszkania, w którym leżały zmasakrowane zwłoki Ani, pijana Grażyna T. próbowała zagrodzić im drogę. Dygocącą ręką wskazywała zwłoki i bełkotała: "To manekin jest..." Bogdan T. wciąż powtarzał, że zabił diabła...

Rodzice Ani są w szoku. "Znaliśmy ich od dwóch lat..." - próbuje wykrztusić z siebie Ilona Wierzbowska. Ma oczy zapuchnięte od płaczu. "Razem z nimi jeździliśmy na Zachód zarabiać przy zbieraniu pomidorów i truskawek. Boże, gdybym tylko mogła cofnąć czas... " - zanosi się rozpaczliwym płaczem.

Ania do Grażyny T. mówiła "ciociu". Stanisław T. był dla niej "wujkiem". Dziewczynka ufała im. Gdy rodzice powiedzieli, że oni się nią zaopiekują, nie bała się pójść do ich mieszkania.

"Boże, Ania to było moje słoneczko. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak bestialsko postąpić?!" - pyta przez łzy Stanisława Wierzbowska, babcia zamordowanej dziewczynki.