Dziennik Gazeta Prawana logo

Rodzice 4-letniej Ani też odpowiadają za jej śmierć

12 października 2007, 16:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kilka miesięcy temu sąd we Włocławku zdecydował, że malutka Ania może wrócić z domu dziecka do rodziców. Ilona i Stanisław W. przysięgali, że skończą z piciem i zaopiekują się córką. Kłamali. Oddali dziecko pod "opiekę" kolegi, który w pijackim amoku zabił ją siekierą.
Dom Dziecka przy ul. Żytniej we Włocławku. Tu od czterech lat mieszkają Sebastian i Oliwia. To dzieci Ilony W. z jej pierwszego małżeństwa. Wiedzą już o zabójstwie swojej siostrzyczki. Ale nie nazywają jej tak. Z Anią nie miały niemal żadnego kontaktu. Zresztą tak samo jak ze swoją matką, od kiedy sąd umieścił je w domu dziecka - pisze "Fakt".

Wesołe dzieciaki z radością opowiadają o swoich zabawach. Ale gdy pamięcią wracają do wczesnego dzieciństwa, z ich twarzy znika uśmiech. Dla Oliwki i Sebastiana dom rodzinny to był koszmar. Pamiętają pijanego ojca, który katował je pięściami, okładał pasem, często kopał. Pamiętają zapijaczoną matkę, która zapominała je nakarmić i nie broniła przed ciosami ojca.

Gdy trafiły w końcu do domu dziecka, matka zapomniała o nich kompletnie. Nie odwiedzała, nie przynosiła prezentów. Nie pojawiła się nawet z życzeniami na święta. "Nie. Nie chcemy wracać do mamy. Wiemy, że ona nas nie kocha" - mówią zgodnie Sebastian i Oliwia.

"To przerażające, ale tych dzieci nikt nie nauczył miłości. One jej nie znają" - mówi Wojciech Deskiewicz, dyrektor domu dziecka. Ilona W. również z nowym mężem Stanisławem nie potrafiła stworzyć normalnego domu. Sąsiedzi opowiadają o częstych libacjach. "To zwykłe pijaki" - mówi otwarcie "Faktowi" Stanisława Wierzbowska, babcia Ani.

Rok temu Sąd Rodzinny we Włocławku umieścił Anię w Domu Małego Dziecka. Przebywała tam przez pół roku, do lipca. Wróciła do domu, bo ojciec dostał pracę w Zakładzie Robót Publicznych. Wyremontował mieszkanie. Obiecał, że skończy z wódką. Ale szybko znów stracił pracę i zaczął zaglądać do kieliszka. Tak jak matka Ani.

Czy rodzice, którzy nie potrafili zapewnić bezpieczeństwa swemu dziecku, staną przed sądem tak jak oprawcy Ani? "W obecnej chwili nie ma żadnych podstaw do postawienia im zarzutów. Ale postępowanie trwa i wszystko jest możliwe" - kwituje prokurator Jan Stawicki z Prokuratury Okręgowej we Włocławku.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj