Dom Dziecka przy ul. Żytniej we Włocławku. Tu od czterech lat mieszkają Sebastian i Oliwia. To dzieci Ilony W. z jej pierwszego małżeństwa. Wiedzą już o zabójstwie swojej siostrzyczki. Ale nie nazywają jej tak. Z Anią nie miały niemal żadnego kontaktu. Zresztą tak samo jak ze swoją matką, od kiedy sąd umieścił je w domu dziecka - pisze "Fakt".
Wesołe dzieciaki z radością opowiadają o swoich zabawach. Ale gdy pamięcią wracają do wczesnego dzieciństwa, z ich twarzy znika uśmiech. Dla Oliwki i Sebastiana dom rodzinny to był koszmar. Pamiętają pijanego ojca, który katował je pięściami, okładał pasem, często kopał. Pamiętają zapijaczoną matkę, która zapominała je nakarmić i nie broniła przed ciosami ojca.
Gdy trafiły w końcu do domu dziecka, matka zapomniała o nich kompletnie. Nie odwiedzała, nie przynosiła prezentów. Nie pojawiła się nawet z życzeniami na święta. "Nie. Nie chcemy wracać do mamy. Wiemy, że ona nas nie kocha" - mówią zgodnie Sebastian i Oliwia.
"To przerażające, ale tych dzieci nikt nie nauczył miłości. One jej nie znają" - mówi Wojciech Deskiewicz, dyrektor domu dziecka. Ilona W. również z nowym mężem Stanisławem nie potrafiła stworzyć normalnego domu. Sąsiedzi opowiadają o częstych libacjach. "To zwykłe pijaki" - mówi otwarcie "Faktowi" Stanisława Wierzbowska, babcia Ani.
Rok temu Sąd Rodzinny we Włocławku umieścił Anię w Domu Małego Dziecka. Przebywała tam przez pół roku, do lipca. Wróciła do domu, bo ojciec dostał pracę w Zakładzie Robót Publicznych. Wyremontował mieszkanie. Obiecał, że skończy z wódką. Ale szybko znów stracił pracę i zaczął zaglądać do kieliszka. Tak jak matka Ani.
Czy rodzice, którzy nie potrafili zapewnić bezpieczeństwa swemu dziecku, staną przed sądem tak jak oprawcy Ani? "W obecnej chwili nie ma żadnych podstaw do postawienia im zarzutów. Ale postępowanie trwa i wszystko jest możliwe" - kwituje prokurator Jan Stawicki z Prokuratury Okręgowej we Włocławku.
Kilka miesięcy temu sąd we Włocławku zdecydował, że malutka Ania może wrócić z domu dziecka do rodziców. Ilona i Stanisław W. przysięgali, że skończą z piciem i zaopiekują się córką. Kłamali. Oddali dziecko pod "opiekę" kolegi, który w pijackim amoku zabił ją siekierą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama