"Ania jest już wśród aniołków" - mówił ksiądz prowadzący w ostatnią drogę czteroletnią Anię, którą siekierą zabił w pijackim szale Bogumił T. Zamordował ją, bo wydawało mu się, że dziewczynka jest diabłem.
Na pogrzeb przyszli tylko najbliżsi i sąsiedzi dziecka. Rodzice Ilona i Stanisław W. mieli policyjną eskortę. Funkcjonariusze bali się, że ludzie będą chcieli ich zlinczować za to, co się stało. Bo choć to nie oni zabili swą córkę, oddali ją pod opiekę kolegi, który okazał się katem.
Wcześniej, zamiast opiekować się córką, pili na umór. Sąd umieścił dziewczynkę w domu dziecka. Kilka miesięcy temu oddał ją rodzicom, którzy przekonywali, że zaczęli już porządne życie.
Dziś nikt im nie współczuł. Nikt nie złożył po ceremonii kondolencji. Kiedy tylko mała trumienka została złożona w grobie na cmentarzu komunalnym we Włocławku, wsiedli do taksówki i odjechali. Ludzie rozeszli się do domów, rozmawiając o zbrodni, która wstrząsnęła całą Polską.
Bogumił T., który zabił dziewczynkę i jego żona Grażyna, która była świadkiem całej zbrodni, ale nie zrobiła niczego, by jej zapobiec, siedzą w areszcie. Mężczyźnie grozi dożywocie.