"Polska musiałaby się wycofać od wszystkich zobowiązań międzynarodowych. Wymagałoby to też odstąpienia od zobowiązań dotyczących deficytów, których utrzymanie jest konieczne dla naszej wiarygodności w Unii Europejskiej. My tego zrobić po prostu nie możemy" - mówił dziś w "Sygnałach Dnia" Jarosław Kaczyński. Do tego lekarze sięgnęliby do kieszeni nas wszystkich, bo rząd musiałby podnieść podatki. A przecież protestujący dostali już w tym roku 30-proc. podwyżkę.
Protestujące placówki pracują jak podczas ostrego dyżuru. Nie będzie żadnych planowanych zabiegów. Lekarze zapewniają jednak, że w przypadkach zagrażających życiu pacjenci będą ratowani.
W rozmowie z dziennikiem.pl przewodnicząca Oddziału Mazowieckiego OZZL Maria Balcerzak nie wykluczyła, że niektórzy lekarze nie przyjdą do pracy, bo wezmą tzw. urlop na żądanie.
Na Śląsku tamtejszy Urząd Wojewódzki na czas protestu uruchomi infolinię dla pacjentów. Pod numerami 0-32-227-76-28 oraz 0-800-119-793 i 0-800-196-006 będzie można uzyskać informacje o placówkach niebiorących udziału w strajku, a także zostawić wiadomość o szpitalach i przychodniach, w których odmówiono chorym pomocy.
Jeśli całodniowy protest nie przyniesie rezultatu, lekarze zapowiadają, że 21 maja rozpoczną strajk ciągły. A jeśli i ten protest nie zmusi władz do podjęcia z nimi rozmów, lekarze nie wykluczają, że masowo zaczną się zwalniać z pracy. Wtedy już we wrześniu - gdy skończą się okresy wypowiedzeń umów o pracę - polską służbę zdrowia może dotknąć prawdziwy paraliż.