Lekarze sami nie wiedzą, co zrobią z pacjentami, którym wcześniej wyznaczyli termin wizyty na dziś, choć wiedzieli o planowanym strajku.
"Pacjenci, którzy mają wyznaczone na dziś badania, muszą poszukać sobie innej placówki, która nie protestuje" - mówi dziennikowi.pl Maciej Niwiński, szef śląskiego związku zawodowego lekarzy. A co zrobić, gdy inne szpitale nie mogą już nikogo przyjąć? "No cóż, pacjenci będą musieli przyjść jutro czy za kilka dni. To szpitale muszą rozwiązać problem tych pacjentów" - rozkłada ręce Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Strajk, który miał pomóc lekarzom, stał się męczarnią dla pacjentów. Chorzy boją się, że będą musieli po raz kolejny zapisać się do wielomiesięcznych kolejek i modlić się, by lekarze znów nie urządzili ogólnopolskiego strajku.
Żądają pieniędzy i poprawy sytuacji szpitali
Protestujący domagają się reformy systemu opieki zdrowotnej. Co to oznacza? Na początek chodzi o podwyżki pensji medyków. 5 tysięcy złotych brutto dla lekarzy i 7,5 tysiąca złotych dla specjalistów - żądają związkowcy.
"Około 260 placówek strajkuje" - mówi dziennikowi.pl Bukiel. Wszystkie specjalistyczne przychodnie i pracownie diagnostyczne w strajkujących placówkach są zamknięte. Pacjenci, którzy mieli poumawiane wizyty i czekali na nie nawet po kilka miesięcy, musieli wrócić do domów. Nie wiedzą, kiedy będą mogli się przebadać czy pójść do specjalisty.
W warszawskim wojskowym szpitalu na Szaserów ci lekarze, którzy mogli wziąć wolne, poszli na jednodniowy urlop. Reszta musi jednak pomagać chorym, bo wojskowi medycy nie mogą strajkować.
Lekarze na wolnym, szpitale na ostrym dyżurze
Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie pracuje normalnie. "Nasi lekarze strajk popierają, ale nie biorą w nim udziału" - mówi dziennikowi.pl Ewelina Nazarko-Ludwiczak, rzecznik placówki. Dlatego żaden z małych pacjentów nie zostanie odesłany do domu.
Na Dolnym Śląsku protestują lekarze z 15 szpitali. Na Podkarpaciu strajk objął 21 placówek. Kompletnie bezradni są pacjenci w Krośnie. W tamtejszym szpitalu wojewódzkim pracują tylko ordynatorzy, kierownik przychodni, kierownik izby przyjęć oraz lekarze dyżurni. W Podlaskiem protestuje 11 szpitali. Na szczęście strajk nie dotyczy oddziałów ratunkowych, intensywnej opieki medycznej, onkologicznych, stacji dializ i porodówek.
Najgorzej jest na Śląsku. Tam strajkuje ponad połowa szpitali. "50 placówek pracuje jak na ostrym dyżurze, a w około dziesięciu większość lekarzy wzięła wolne" -
mówi dziennikowi.pl szef okręgowego związku lekarzy, Maciej Niwiński.
Dramat jeszcze przed nami
Dlatego wojewoda uruchomił specjalne infolinie. Pod numerami (32) 227-76-28 oraz 0-800-119-793 i 0-800-196-006 można dowiedzieć się, który szpital strajkuje, a do którego można spokojnie pójść na planowany zabieg.
Strajk ma potrwać cały dzień. Jeśli całodniowy protest nie przyniesie rezultatu, lekarze zapowiadają, że 21 maja rozpoczną strajk ciągły. A jeśli i ten protest nie zmusi władz do podjęcia z nimi rozmów, lekarze nie wykluczają, że masowo zaczną zwalniać się z pracy. Wtedy już we wrześniu - gdy skończą się okresy wypowiedzeń umów o pracę - polską służbę zdrowia może dotknąć prawdziwy paraliż.