To miał być jego ostatni skok. Wybił szybę w aptece, zgarnął 260 zł. W pogoń za nim ruszyła farmaceutka. Pościg zauważył policjant. Choć nie był na służbie, dopadł bandytę. Ten do wszystkiego się przyznał. Okazało się, że to również on w sobotę w Czeladzi ukradł 2 tys. zł. Najpierw okradł dwa sklepy, a potem wyrwał saszetkę przechodniowi.
Policjantom wyznał, że wszystko to ze strachu przed żoną. Dała mu tysiąc złotych, by kupił towar do ich sklepiku. Jednak jego żyłka hazardzisty okazała się silniejsza. Mężczyzna stracił wszystko na automatach. Wtedy otrzeźwiał. Tak bał się wracać do domu, że postanowił pieniądze odzyskać.
Teraz grozi mu do 12 lat więzienia. Nie zmienia to jednak faktu, że po wyjściu na wolność i tak będzie musiał się tłumaczyć żonie. Jeżeli będzie miał do kogo wracać...