Będą mogli z niej skorzystać uczniowie od zerówki aż do trzeciej klasy szkoły podstawowej, a nie - jak do tej pory - jedynie pierwszoklasiści. Pomoc trafi do tych rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza 351 zł. W zależności od wieku dziecka różne będzie dofinansowanie. MEN proponuje dla uczniów zerówek 70 zł, dla pierwszaków 130 zł, dla uczniów klasy drugiej 150 zł, a dla trzeciej 170 zł. Kolejną nowością jest to, że pieniądze będzie rodzicom wypłacał dyrektor na podstawie paragonu zakupu podręczników.
"To dobre posunięcie resortu, należy jednak pamiętać, że w ubiegłym roku Roman Giertych obiecał, że darmowe książki dostanie co trzeci uczeń. Tymczasem na pomoc pastwa mogą liczyć tylko uczniowie zerówek i pierwszych trzech klas szkoły podstawowej" - komentuje Krystyna Szumilas, posłanka Platformy Obywatelskiej i szefowa sejmowej komisji ds. edukacji.
Resortowi eksperci tłumaczą, że jest tak dlatego, że to najmłodsi uczniowie potrzebują pomocy najbardziej. Podręczniki dla nich są przeważnie połączone z ćwiczeniami, więc nie można ich nabyć na rynku wtórnym. Dodają również, że to wśród najmłodszych uczniów brak odpowiedniego wyposażenia szkolnego najbardziej zaburza relacje dzieci z rówieśnikami z zamożniejszych rodzin oraz ogranicza motywację do nauki.
Szumilas podpowiada, że resort zamiast pracować nad kolejnym programem "Taniego podręcznika", powinien udoskonalać systemy pomocy, które już funkcjonują. "Prace resortu powinny skupić się na poszukiwaniu dodatkowych pieniędzy na szkolną wyprawkę" - przekonuje posłanka PO.
Z kolei Piotr Marciszuk, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki, zwraca uwagę na to, że - zgodnie z nowymi rozwiązaniami dotyczącymi wyprawki szkolnej - pieniądze będą zwracane rodzicom na podstawie paragonów zakupu. "Ta sytuacja jest nieco niezręczna, bowiem indywidualni klienci nie mogą liczyć na rabaty. Do tej pory zamówienia na książki dla najuboższych zbierał MEN i negocjował z wydawcami ceny. Jeżeli resort nie chce się już tym zajmować, to powinny to robić samorządy lub szkoły. Im większe zamówienie, tym większy rabat można dostać" - przekonuje Marciszuk.
Z przeprowadzonych w ubiegłym roku badań grupy badawczej Geminus SA, wynika że 95 proc. rodziców uważa, że zakup akcesoriów szkolnych przekracza możliwości finansowe wielu rodzin. Ponad
połowę wydatków na nauką stanowią szkolne podręczniki.