Dziennik Gazeta Prawana logo

Prąd na placu zabaw. To nie była awaria?

27 sierpnia 2010, 13:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Prąd na placu zabaw. To nie była awaria?
Inne
Śmierć siedmiolatka, porażonego prądem na placu zabaw nie była przypadkowa - twierdzi prokuratura. Śledczy sprawdzają, czy robotnicy specjalnie nie podłączyli ogrodzenia swego baraku, stojącego tuż przy placu, pod prąd, by odstraszyć złodziei.

Bytomska prokuratura badająca okoliczności śmierci 7-letniego chłopca, który zginął we wtorek porażony prądem płynącym po ogrodzeniu robotniczego baraku ustawionego na skwerze między budynkami, sprawdza czy prąd podłączono tam celowo.

Do tragedii doszło przy bytomskiej ul. Rajskiej, gdzie trwają prace związane z ocieplaniem budynków. Robotnicy na skwerze między kamienicami postawili barak, w którym trzymają narzędzia i materiały. Do baraku, ogrodzonego metalowym płotem, doprowadzili kabel elektryczny zawieszony na wysokości ok. 3 metrów. We wtorek po południu na skwerze bawił się chłopiec. Był tam razem z ojcem. Jak zaraz po wypadku relacjonowali policjanci, kabel doprowadzający prąd do baraku najprawdopodobniej miał przebicie i dotykał metalowego ogrodzenia, powodując, że było ono pod napięciem.

Chłopczyk został bowiem porażony, gdy dotknął płotu. Na ratunek 7-latkowi przybiegł ojciec; on także został niegroźnie porażony prądem. Mężczyzna zaczął reanimować syna, później akcję kontynuowali pracownicy pogotowia. Próba ratowania życia dziecka trwała blisko godzinę. Jak poinformował PAP w piątek prokurator rejonowy w Bytomiu Artur Ott, w śledztwie prowadzonym pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci chłopca, za najbardziej prawdopodobną uznawana jest hipoteza, że do baraku i ogrodzenia celowo poprowadzono napięcie, aby pełniło rolę zabezpieczenia przeciw kradzieży.

"Po wypadku na miejscu podłączono na pewien czas zasilanie. Napięcie było wszędzie - na ścianach baraku, a także na ogrodzeniu" - wyjaśnił prok. Ott. Choć początkowo podejrzewano, że ogrodzenie miało zostać połączone z barakiem, pełniąc funkcję jego uziemienia, potem pojawiły się nowe informacje. Z relacji świadków wynika bowiem, że pracujący przy ocieplaniu budynków robotnicy mieli uprzedzać mieszkańców, by nie dotykali ogrodzenia, bo jest "pod prądem". Już wcześniej, przed wtorkowym wypadkiem, prąd z ogrodzenia miał niegroźnie porazić też inną osobę.

Według informacji prok. Otta, w sprawie na razie przesłuchano pierwszych świadków, we współpracy z policją trwa również ustalanie kolejnych. Nikomu do piątku nie przedstawiono zarzutów. Śledztwo ma zmierzać m.in. ku ustaleniu czy winne nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka są osoby odpowiedzialne za zabezpieczenie placu budowy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj