Marta Kaczyńska nie zgadza się z prezentowaną przez - jak to ujmuje - część mediów wersją, wskazującą na winę pilotów w katastrofie smoleńskiej. Przyznaje, że polskie wojsko jest w złym stanie, ale przyczyn wypadku chce szukać gdzie indziej.

Reklama

"Nie ma wiarygodnych dowodów na to, że załoga rządowego TU-154m była niedouczona, niezgrana i tego straszliwego ranka nie wiedziała jak postępować. Mam jednak nieodparte wrażenie, że części mediów wyraźnie zależy na tym byśmy nabrali takiego przekonania" - pisze córka zmarłego prezydenta. Jej zdaniem "rzeczywiste, wstrząsające okoliczności tragedii schodzą na dalszy plan".

"Sprawiający wrażenie jednego z etatowych ekspertów pewnej stacji telewizyjnej jako jeden z dowodów marnych kwalifikacji naszych pilotów podaje okoliczność ich milczenia po tym jak dwukrotnie padła komenda 'Odchodzimy'" - wskazuje Kaczyńska. I dodaje: "Brniemy razem, by wreszcie zacząć sądzić, że nonszalanccy piloci w istocie lądowali, a potem, jak zorientowali się, że nie widzą ziemi, to chcieli zwiększyć wysokość, ale najprawdopodobniej starali się to zrobić, nie wiedząc, jak się do tego zabrać, a potem już tylko milczeli".

Zdaniem córki zmarłego prezydenta, "widać usilne staranie, byśmy zapomnieli o wątpliwej wiarygodności podstaw wielu 'pewnych' twierdzeń". Zwraca uwagę, że mało kto ma czas pogłębiać temat katastrofy i dochodzić wątków, które nie są poruszane przez media. "Szczegóły umykają szybko, a w pamięci pozostają te najjaskrawsze hasła z telewizyjnego paska" - dodaje.

Wśród budzących wątpliwości kwestii wymienia brak dostępu do czarnych skrzynek samolotu, a także samego wraku. "Na początku kwietnia zeszłego roku polscy piloci otrzymali karty podejścia do lądowania zawierające fałszywe wskazanie lokalizacji radiolatarni oraz nieprawdziwe współrzędne progu pasa startowego. Z raportu MAK wynika, że część zainstalowanych na Siewiernym latarni była uszkodzona. (...) Rosjanie podają również wzajemnie sprzeczne dane, z których wynika że komputer pokładowy przestał działać w chwili, gdy samolot był 15 m nad poziomem lotniska, czyli wówczas gdy zdaniem ekspertów MAK samolot miał zderzyć się z ziemią. Do dziś nieujawniony pozostaje zapis ze skrzynki rejestrującej parametry lotu. Nie możemy więc odtworzyć dynamiki lotu, prędkości, przyspieszenia. Nie znamy parametrów lotu, pracy silnika, sterowania, temperatur, ciśnień" - wylicza Kaczyńska. Jej zdaniem, takich zagadkowych kwestii jest znacznie więcej.

"Ciężar zainteresowania niektórych mediów wyraźnie kieruje się jednak na okoliczności, które w tym stanie rzeczy nie mają pierwszorzędnego znaczenia dla wyjaśnienia przyczyn tragedii. Umiejętnie za to fałszują odpowiedź na pytanie o winnych tej katastrofy" - podsumowuje.