Prokuratura oskarżyła Zbigniewa J. o zabicie 15-letniego syna Karola J., 47-letniej żony Haliny J. oraz 89-letniej teściowej Wacławy S. 2 listopada 2009 r. miał im zadać po kilka ciosów w głowę tępym narzędziem.

Reklama

Zbigniew J. został dowieziony na rozprawę z aresztu. Przed sądem nie przyznał się do popełnienia zabójstw i odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jego wyjaśnienia składane w postępowaniu przygotowawczym. Oskarżony utrzymywał w nich, że gdy w dniu zbrodni wyszedł rano do pracy, jego domownicy żyli. Po powrocie znalazł ich ciała.

W swoich wyjaśnieniach oskarżony sugerował, że zbrodni mógł dokonać ktoś, kto chciał zgwałcić jego żonę, albo też, że ktoś chciał zrobić krzywdę jego synowi, który - jak mówił Zbigniew J. - mógł "coś widzieć lub wiedzieć".

Oskarżony był pracownikiem cywilnym w oddziale gospodarczym jednostki wojskowej w Dęblinie. Z żoną mieli jeszcze dwie dorosłe córki, które mieszkają oddzielnie.

Narzędzia zbrodni nie odnaleziono. Prokuratura oskarżyła Zbigniewa J. na podstawie opinii biegłych dotyczących m.in. odcisków palców, śladów zapachowych, analizy połączeń telefonicznych, a także zeznań świadków. Motywem zbrodni miał być konflikt oskarżonego z żoną.

Zwłoki chłopca, jego matki i babci były w piżamach. Żona Zbigniewa J. miała skrępowane nogi i ręce.

Pomieszczenia były wypełnione dymem. Wstępne informacje wskazywały na wybuch gazu. Gdy policjanci i straż przyjechali na miejsce, we wnętrzu domu tlił się ogień, który strażacy ugasili. Według prokuratury sprawca usiłował podpalić dom, aby zatrzeć ślady zbrodni.