"Mieliśmy kilka pomieszczeń do naszej pracy. Znajdował się tam sprzęt komputerowy. Z tych pomieszczeń mogliśmy korzystać całą dobę" - mówił Łojek.

Reklama

Podkreślił, że sama praca była bardzo żmudna. "To były dziesiątki tysięcy stron dokumentów, zdjęć, godziny odsłuchiwanych nagrań - to była bardzo mrówcza praca" - mówił Łojek.

Członkowie komisji pracowali w podgrupach eksperckich, utworzonych w zależności od tamatyki, którą się zajmowali. Np. meteorolodzy opracowywali fragmenty dotyczące warunków atmosferycznych, panujących na lotnisku.

Łojek zaznaczył, że przy badaniu katastrof lotniczych nigdy nie da się wykluczyć powrotu do tych spraw, nawet po latach.

"Zawsze mogą się znaleźć okoliczność takie, które spowodują powrót do tego badania. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w sytuacji, gdy się pojawią np. nowe dokumenty czy zeznania, stworzyć inną komisję, odpowiednio mniejszą i przeznaczoną jedynie do zbadania konkretnego wycinka, wątku. To nie jest sprawa zamknięta raz na zawsze" - podkreślił.

Dodał, że gdyby Rosjanie przesłali wszystkie dokumenty to pewnie uzupełniło by to wiedzę polskiej komisji, szczególnie jeśli chodzi o ocenę działania grupy kierowania lotami (kontrolerów w Smoleńsku). "Trudno powiedzieć, czy mogłoby to w jakiś sposób zmienić wnioski, które zostały wyciągnięte" - zaznaczył jednak.

"Tu kluczowym elementem, którego nam brakuje jest rejestracja wskaźników radarowych, która by potwierdziła lub zaprzeczyła naszej hipotezie, że wskaźniki źle funkcjonowały, albo osoba je obsługująca nie miała na tyle wprawy, by je odpowiednio ustawić" - powiedział Łojek.

Jak dodał, sama kwestwi interpretacji przepisów zawsze będzie jednak budzić wątpliwości. Jako przykład podał status lotu. Według polskiej komisji samolot był wojskowy, zdaniem Rosjan - nie miał wojskowego charakteru.

Polska komisja została powołana 15 kwietnia 2010 r. przez MON. Miała badać okoliczności tragedii równolegle do rosyjskiego MAK, działającego na podstawie konwencji chicagowskiej. W jej skład weszło początkowo kilkunastu ekspertów wojskowych, na czele z szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmundem Klichem. 28 kwietnia 2010 r. zastąpił go szef MSWiA Jerzy Miller; Klich został polskim przedstawicielem akredytowanym przy MAK. Ostatecznie w skład komisji weszło 34 ekspertów - m.in. pilotów cywilnych i wojskowych, prawników, meteorologów.

Eksperci pracowali ponad 14 miesięcy. W piątek upubliczniony został końcowy raport z ich prac.