Według Rutkowskiego, nagranie trwa około pięciu minut. "Brzmi to jak rozmowa podsumowująca pod koniec życia" - tłumaczy detektyw w rozmowie z Wirtualną Polską. Nie chce zdradzać, czego dotyczy rozmowa, ale opisuje zachowanie byłego wicepremiera. "Na nagraniu widać, że czegoś się obawia. Czuł się zaszczuty, żył pod bardzo silną presją" - ocenia Rutkowski. 

Zdaniem detektywa, nie ma wątpliwości co do autentyczności nagrania. "Przed kamerą na pewno siedzi Andrzej Lepper, nie jego sobowtór" - dodaje. Co teraz zrobi z nagraniem? Krzysztof Rutkowski chce je ujawnić opinii publicznej. "Postaramy się zrobić to jak najszybciej. Oprócz płyty ujawnimy również inne materiały, które gromadzimy, m.in. zeznania świadków" - wyjaśnia Rutkowski.

I dodaje, że nagranie może być nie w smak wielu ludziom obecnej, jak i byłej władzy. "Wiadomo, że nikt mu pętli na szyję nie założył i stołka nie kopnął. Zrobił to sam. Jednak do jego decyzji ktoś mógł się przyczynić. A podżeganie, nękanie czy szantażowanie jest przestępstwem" - dodaje tajemniczo Rutkowski.