Dziennik Gazeta Prawana logo

Wspomnienia z piekła. Mówią świadkowie Holokaustu

26 stycznia 2012, 14:22
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Widok głównej ulicy getta krakowskiego po jego likwidacji w 1943 r.
Widok głównej ulicy getta krakowskiego po jego likwidacji w 1943 r./Wydawnictwo RM/ Copyright © Lyn Smith, Ebury Press 2005, wydanie polskie © Wydawnictwo RM 2011
"Świadkowie - zapomniane głosy. Holocaust" to opowieść o wymordowaniu przez reżim nazistowski ponad sześciu milionów ludzi, w większości Żydów. Ponad sto osób, świadków i uczestników, przestawia nieubarwione, poruszające obrazy świata gett, obozów i marszów śmierci. Wśród historii mówiących o niewyobrażalnych potwornościach są jednak i takie, które świadczą o nadziei i przetrwaniu.

Książka Lyn Smith "Świadkowie - zapomniane głosy. Holocaust" została wydana w Polsce przez Wydawnictwo RM. Oto fragmenty wspomnień świadków Holokaustu.

Ryfka „Rene” Salt

W sierpniu 1942 r. zaczął się prawdziwy koszmar. Wcześnie rano obudziły nas wrzaski: „Wszyscy Żydzi wynosić się! Na ulicę!”. Musieliśmy się szybko ubrać. (...) Po zabraniu wszystkich dzieci ustawili nas w piątki i poprowadzili na miejscowy cmentarz żydowski, gdzie zrobili selekcję: na prawo życie, na lewo wywózka. Ludzie próbowali mnie postarzyć — ktoś dał mi szal do założenia, ktoś inny puder. Jednak na chwilę przed naszym odejściem zauważył mnie niemiecki oficer: „Ty, zostań! Ile masz lat?”. Ze zdenerwowania nie mogłam odpowiedzieć. „Och, ona ma osiemnaście, znam ją”, odpowiedział mój ojciec. Oficer stał i patrzył na mnie — miałam dwanaście lat, a wyglądałam na osiem — oceniał mnie od stóp do głów i nie mógł uwierzyć, że mam osiemnaście lat. Wreszcie powiedział: „Ona może usiąść”. Nikt nie mógł w to uwierzyć, to była łaska Boga. Kiedy wyszliśmy z cmentarza, zostało tylko troje dzieci — byłam jednym z nich. Nie mogę tego zapomnieć: tego poczucia winy, że złapali moją siostrę, a nie mnie.

Martin Parker

Mieszkaliśmy w miejscu będącym centrum wydarzeń. Wokół kłębiły się tysiące żebrzących ludzi, niekiedy w łachmanach. Obok nas przechodziły dwie siostry śpiewając piosenki, których nie spodziewałbym się usłyszeć. Jedna z nich pochodziła z „Opowieści Hoffmana”. Muzycy kręcili się po ulicach, żebrząc o pieniądze, a byli to wykształceni muzycy, wysokiej klasy. Ludzie rzucali im z okien pieniądze na jedzenie.

3015028-troje-mieszkancow-na-ulicach.jpg
Troje mieszkańców na ulicach warszawskiego getta, lato 1941

Christabel Bielenerg

W Berlinie urodziłam dziecko, Christophera. Byłam tam z bliskim przyjacielem, z którym jadłam kolację. Holender, wtedy szef firmy Unilever, miał przyjść na obiad, ale przyszedł bardzo późno. Kiedy wszedł, powiedział: „Nie mogę usiąść, bo najpierw muszę wam coś powiedzieć”. Otóż wracając ze Wschodu, jechał przez Czechosłowację, gdzie wysiadł na chwilę na peronie, żeby rozprostować nogi. Zatrzymali go dwaj esesmani, ale zanim wrócił do pociągu, zauważył na sąsiednim peronie pociąg z bydlęcymi wagonami, z których wystawały przez szpary dziecięce rączki. Pamiętam ciszę, jaka zapadła — nikt z naszej piątki nie był w stanie niczego przełknąć.

3015154-deportacja-dzieci-z-lodzkiego.jpg
Deportacja dzieci z łódzkiego getta, wrzesień 1942 r.

Michael Honey

Szef sonderkomanndo (specjalne oddziały żydowskie pracujące w komorach gazowych i krematoriach) powiedział mi: „Mamy opróżniać komory gazowe — ciała będziemy przenosić na wózki, takie szynowe wózki, jakich używa się na budowach. Ciała trzeba dźwigać, ponieważ wózki nie są płaskie, to wywrotki. Musimy więc najpierw władować ciała na wózki, a potem przewieźć do krematorium, gdzie są spalane. Komory piecowe są w rzędach, w każdej mieszczą się trzy ciała. Bierzemy grubego mężczyznę lub kobietę, jakąś mniejszą osobę i dziecko. W ten sposób oszczędzamy paliwo, bo tłuszcz z grubej osoby pomaga w spalaniu pozostałych”. Powiedział, że najtrudniej radzić sobie z ciałami osób zmarłych w obozie z przyczyn naturalnych, bo ludzie są tak wychudzeni, że nie mają w ogóle tłuszczu. Ich spalanie wymaga tyle paliwa, że Niemcy przerywają proces i zostawiają kości w palenisku, tak aby spaliły się z następną partią ciał.

3015231-wiezniowie-obozu-auschwitz-birkenau.jpg
Więźniowie obozu Auschwitz-Birkenau przy pracy, 1943 r.

Maria Ossowska

W maju 1944 r., po przyjeździe ludności żydowskiej z Węgier, palono trzy tysiące ciał dziennie. Trzeba pamiętać, że Birkenau zbudowano na nizinach nad Sołą, gdzie było mokro i nieprzyjemnie. Powietrze nigdy nie było tam dobre, ale jeśli doda się do tego dym z pięciu kominów snujący się dniami i nocami, można sobie wyobrazić, jak ciężko oddychało się w obozie i jak trudno było pracować. Wstyd mi to mówić, ale kiedy wiedziałam, że idę do pracy na inne komando, sześć kilometrów od Birkenau, myślałam: „dzięki Bogu, nie będzie dymu”. To był kulminacyjny moment mordowania węgierskich Żydów.

3015256-wegierskie-kobiety-i-dzieci-w.jpg
Węgierskie kobiety i dzieci w lesie przed eksterminacją, Auschwitz-Birkenau

Helen Stone

Droga z Auschwitz w styczniu czterdziestego piątego roku! Połowa ludzi była naga, może nie całkiem, ale cóż oni mieli na sobie? Jedną koszulę. Część nie miała butów, a szliśmy w śniegu przez dwadzieścia jeden dni! Miałam sukienkę. Szłam, maszerowałam i spałam w czasie marszu. Minęliśmy kilka obozów; podobało mi się, kiedy szliśmy przez wsie, w których toczyło się życie. Naprawdę, człowiek nie wiedział, że ludzie mogą żyć normalnie, że mogą mieć elektryczność w pokojach.

3015281-wiezniowie-w-czasie-marszu-smierci.jpg
Więźniowie w czasie marszu śmierci w okolicach Dachau, zdjęcie zrobione potajemnie przez obywatela niemieckiego, kwiecień 1945 r.

Josef Perl

Kiedy przyszli Amerykanie, byłem prawie martwy. Otworzyłem oczy i wszystko się poruszało, nie widziałem ich twarzy. Nagle zobaczyłem uśmiech, ktoś wziął mnie za rękę i podniósł, a ja spoglądałem dookoła i myślałem, że śnię. Dał mi tabliczkę czekolady. Cała młodzież z naszego i innych bloków zamieszkała w kwaterach SS. Mieliśmy drewno, robiłem jedzenie, dzieliliśmy się nim. Odzyskałem siły. My, młodzi, inaczej postrzegaliśmy życie, wola życia była w nas bardzo silna. Potrzebowaliśmy tylko trochę przestrzeni do poruszania się, a tam były pola pełne kapusty, marchwi i buraków. Jeśli ktoś próbował nas powstrzymać od ich zabierania, groziliśmy, że go zabijemy.

3015306-gorace-powitanie-zolnierzy-amerykanskich.jpg
Gorące powitanie żołnierzy amerykańskich przez wyzwolonych więźniów Mauthausen

Michael Etkind

Wyszedłem z Pilzna (...) nie potrafię opisać tego, co czułem. To było uczucie lekkości i szczęścia. Szedłem przez około godzinę, a potem się położyłem. Cudowny stan — słońce świeciło, ptaki śpiewały, jak to w środku maja, niebo porażało błękitem, pogoda nie mogłaby być lepsza.  Wszedłem na wzgórze i położyłem się na trawie. Rosło tam kilka białych brzóz. W tamtej chwili doznałem bardzo dziwnego uczucia — pomyślałem, że żyję i jestem szczęśliwy. (...) Nigdy wcześniej ani później nie doznałem czegoś takiego.

3015129-przesiedlency-dipisi-oczekujacy.jpg
Przesiedleńcy (dipisi) oczekujący na transport do innego obozu
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Wydawnictwo RM
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj