Aneta D. nie przyznała się do winy. Jak wyjaśniła, chłopiec miał się przewrócić.

Wraca sprawa ośmioletniego chłopca z Pabianic, który zadzwonił na policję po tym, jak z pomocą prababci udało mu się uciec od matki. Ta w pijackim amoku próbowała udusić syna.

Wszystko rozgrywało się w domu Anety D., która synem opiekowała się od lipca, po tym jak podjęła terapię. Wcześniej ograniczono jej prawa rodzicielskie z powodu alkoholizmu. Oskar - bo tam ma na imię chłopiec - przez ostatnie dwa lata był w domu dziecka.

Oskar miał być duszony, bo po spacerze chciał przynieść do domu karton, na którym miał rysować.

34-letnia matka chłopca - według jego relacji i relacji jego prababki - użyła do tego smyczy i metalowej kolczatki dla psa. Jak się później okazało, miała 2,7 promila alkoholu we krwi. 

- To był dla mnie szok. Nigdy tak nie było, to było jej pierwsze wściekłe nie wiem co... Prosiliśmy ją: "Aneta przestań, Aneta przestań". Wreszcie dziecko się wyrwało, zadzwoniło na policję - opowiada prababka.

Zgłoszenie odebrał młodszy aspirant policji w Pabianicach Adam Paluszkiewicz.

- Moja, mama, własna chciała mnie udusić, aż mi krew z nosa leciała - mówił Oskar. Potem zadzwonił do domu dziecka i powiedział, że chce tam wrócić. 

Zdaniem biegłego lekarza sądowego obrażenia chłopca zagrażały jego życiu i zdrowiu.