Poszło o słynny "blef", czyli przyznanie się naukowca, że miał dokumenty dowodzące, iż tupolew w Smoleńsku nie zszedł w czasie lądowania poniżej 100 metrów od ziemi.

Jacek Rońda twierdził niedawno, że jest w posiadaniu ważnych dokumentów na temat okoliczności smoleńskiej tragedii. Miały one dowodzić, że samolot, który rozbił się w Smoleńsku podczas lądowania, nigdy nie zszedł poniżej 100 metrów. Potem profesor stwierdził jednak, że blefował, mówiąc o dokumentach.

Od jego działalności w zespole parlamentarnym Antoniego Macierewicza uczelnia odcięła się ponad trzy tygodnie temu.

Prof. Rońda przekroczył normy etyczne obowiązujące każdego nauczyciela akademickiego i pracownika nauki, a także zasady postępowania zawarte w kodeksie etyki pracownika naukowego - wyjaśnił przedstawiciel uczelni.

- Zachowanie takie możemy nazwać wykorzystaniem kłamstwa jako środka w prowadzeniu debaty - tłumaczył dalej rektor AGH. I dodał: - Oskarżył publicznie władze AGH o uleganie w jego sprawie naciskom władzy wykonawczej.

Zawieszenie obowiązywać będzie sześć miesięcy.