- Na Łotwie są oznaki wojny hybrydowej - stwierdziła kilka dni temu premier tego kraju Laimdota Straujuma. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Reklama

Warto się zastanowić, co to tak naprawdę znaczy. Zgodnie z definicją Biura Bezpieczeństwa Narodowego, hybrydową jest wojnałącząca w sobie jednocześnie różne możliwe środki i metody przemocy, w tym zwłaszcza zbrojne działania regularne i nieregularne, operacje w cyberprzestrzeni oraz działania ekonomiczne, psychologiczne, kampanie informacyjne (propaganda) itp.

W uproszczeniu można powiedzieć, że nie chodzi tylko o regularne działania wojenne, ale też o wszystko "dookoła". Dobrym przykładem jest tu np. działalność rosyjskich trolli internetowych, którzy udzielają się w mediach społecznościowych czy w komentarzach pod tekstami (być może zobaczymy ich wpisy także w związku z tą publikacją). Na tego typu działalność zwracał uwagę m.in. szef BBN gen. Stanisław Koziej.

W ten schemat dobrze wpisywały się oczywiście "zielone ludziki" w Donbasie. Być może podobną, niechlubną rolę odegrają Polacy na Litwie. Litwini boją się, że Rosja może chcieć wykorzystać polską mniejszość w celu destabilizacji ich kraju. Ten scenariusz wydaje się możliwy, ponieważ część przywódców politycznych środowisk polonijnych nie ukrywa swoich prorosyjskich sympatii.

Tego rodzaju agresja zakłada także mocne uderzenie ekonomiczne, może to być związane z przejmowaniem kontroli nad spółkami strategicznymi dla bezpieczeństwa kraju np. z branży ekonomicznej czy odcinaniem dostaw gazu w najzimniejszych miesiącach roku.

- Wojna hybrydowa jest grą na wielu wojskowych fortepianach równocześnie. Jest to m.in. połączenie nowoczesnych środków technologicznych jak np. bezzałogowe statki powietrzne z tak tradycyjnym podejściem jak wojna partyzancka - wyjaśnia w rozmowie z Dziennik.pl generał Bogusław Pacek, doradca ministra obrony narodowej. Te najbardziej nowoczesne technologie to m.in. ataki hakerów. I choć co jakiś czas słychać o ich nasileniu, to tak naprawdę trudno ocenić jaka jest faktyczna skala zjawiska.

- Termin wojna hybrydowa jest nieprecyzyjny. Moim zdaniem to raczej wojna prowadzona w wielu wymiarach, wielowymiarowa. W takiej wojnie używa się nie tylko wojska lub "ludzików", ale także propagandy, nacisków gospodarczych, szantaży i oszustw dyplomatycznych (np. rozejm w Mińsku). Takie działania prowadzi się by osłabić przeciwnika, doprowadzić zaatakowany kraj do stanu państwa upadłego, w którym nie będzie woli oporu i możliwości podejmowania decyzji w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego - tłumaczy były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew.

Reklama

Jak się bronić przed takimi działaniami? - Trzeba odpowiadać tam, gdzie atakuje nieprzyjaciel. Przykładem takiego kontrataku była np. wypowiedź ministra Grzegorza Schetyny, który przypomniał, że ZSRR wraz z Niemcami napadł na Polskę w 1939 roku, a Armia Sowiecka to nie koniecznie tylko Rosjanie, jak Moskwa wmawia światu. Polski minister zakwestionował hołubiony w Rosji fałszywy mit rosyjskiej wyzwoleńczej wojny ojczyźnianej i mocno ugodził w kluczowy przekaz kremlowskiej propagandy - wyjaśnia Szeremietiew.

Co ciekawe, choć pojawiają się głosy, że wojna hybrydowa to zupełnie nowy twór, to jeśli spojrzeć w przeszłość, podobny styl działania można było zaobserwować jeszcze przed II Wojną Światową.

Jak pisaliśmy na łamach Dziennika Gazeta Prawnej, w latach 30. carski oficer Jewgienij Messner sformułował po raz pierwszy pojęcie wojny-chaosu. Już wtedy opisywał jak sowieci w podbijanych przez siebie terytoriach siali chaos i zamęt. W późniejszych latach opisywał jak do agresji może służyć zła sytuacja humanitarna, buntownicze nastroje polityczne, ruchy pacyfistyczne czy kontrkulturowe na danym obszarze. W to doskonale wpisują się "konwoje humanitarne", pod przykrywką których Rosjanie wspierają separatystów w Donbasie.

Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnymi celami takiej agresji ze strony Rosji są obecnie Litwa, Łotwa i Estonia. Warto jednak pamiętać, że właśnie zaczęła działać polska wersja rosyjskiego portalu informacyjnego Sputnik, który bezpośrednio podlega Kremlowi. Wojna propagandowa nad Wisłą już trwa. CZYTAJ WIĘCEJ>>>