- Cywile zatrudnieni przez ministerstwo obrony walczą o większe pensje od wielu miesięcy - mówi Krzysztof Paluch ze związku zawodowego pracowników wojska "Militaria".

Reklama

Związkowcy domagają się od 1 stycznia roku 600 złotych podwyżki. W tej kwocie zawiera się 300 złotych z tytułu 9-procentowej inflacji, która miała miejsce w poprzednich latach. W następnych latach - aż do 2020 roku - pracownicy wojska chcą dostawać po kolejne 300 złotych podwyżki.

Kierownictwo resortu obrony oferuje stronie związkowej dużo mniej. Jak przypomina Janusz Walczak z biura prasowego MON, rząd zdecydował kilka lat temu, że podwyżek w budżetówce nie będzie. - Teraz są tego konsekwencje - mówi Janusz Walczak. Dodaje, że szef MON od czerwca stara się o akceptację przez ministra finansów planu podwyżek. Chodzi o około 210 złotych.

- No ale trudno się spodziewać, żeby związkowcy byli zadowoleni - przyznaje Janusz Walczak.

Swoje postulaty związkowcy przekazali kierownictwu resortu w lutym. Potem odbyło się kilka spotkań z MON, w tym rozmowa z ministrem Tomaszem Siemoniakiem.

Przedstawiciele pracowników cywilnych wojska na razie nie wiedzą, kiedy może dojść do akcji protestacyjnej. - Czekamy jeszcze na reakcję MON - mówią związkowcy.
Dla armii pracuje bliski 45 tysięcy cywilów.