podkreślił polityk PiS. dodał.
Na początku maja ulicami Warszawy przeszedł organizowany przez PO "Marsz Wolności" z udziałem środowisk opozycyjnych. W kulminacyjnym momencie, udział wzięło w nim - jak informowała stołeczna policja - ok. 12 tys. osób. Według stołecznego ratusza, w manifestacji wzięło udział ponad 90 tys. osób. Rzecznik KSP asp. szt. Mariusz Mrozek po zakończeniu manifestacji informował, że uczestników manifestacji przywożono do Warszawy zarówno autokarami, jak i mniejszymi busami. Jak poinformował, z przygotowanych wcześniej miejsc postojowych skorzystało łącznie 196 pojazdów: 106 autokarów i 38 busów na placu Defilad oraz 28 autokarów i 24 busy przy Torwarze.
Leśniak zaznaczył, że podejrzenia co do wykorzystywania środków samorządowych na pokrycie kosztów dojazdu na marsz pojawiły się na podstawie doniesień medialnych. Wskazał m.in. na publikację portalu wPolityce.pl, która opisywała jedną z gmin. Zachęcała ona pracowników szkół i rodziców uczęszczających do niej dzieci, by wzięli udział w marszu opozycji gwarantując darmowy przejazd do Warszawy.
stwierdził Leśniak.
4 maja portal wPolityce.pl ujawnił, że do zapełnienia autobusów z uczestnikami manifestacji PO wykorzystuje się samorządy lokalne oraz nauczycieli i szkoły.
Portal przytaczał korespondencję mailową, jaką z dyrektorami szkół prowadzą władze małopolskiego Podegrodzia. W liście do rodziców i nauczycieli, władze gminy, zapraszały na marsz w Warszawie i gwarantowały darmowy transport dla chętnych.
To próba zastraszenia samorządowców
podkreślił w rozmowie z PAP szef Biura Krajowego Platformy Piotr Borys., jeden z organizatorów majowej manifestacji.
Polityk przypomniał, że partnerem organizowanego przez jego ugrupowanie "Marszu Wolności" był m.in. Samorządowy Komitet Protestacyjny, który zrzesza wszystkie federacje samorządowe, takie jak Unia Metropolii Polskich, Związek Powiatów Polskich czy Związek Województw RP. zaznaczył polityk PO.
Według niego, każdy z partnerów marszu na własną rękę decydował, w jaki sposób dostarczyć swoich członków, czy sympatyków na zgromadzenie. - powiedział szef Biura Krajowego PO.
Dodał, że nie wie jak samorządowcy finansowali podróż do Warszawy. zaznaczył Borys.
Podkreślił, że samorządy mają prawo protestować, podobnie jak związki zawodowe, czy szkoły. W jego ocenie, nie ma mowy o popełnieniu przestępstwa, nawet jeśli przyjazd na marsz został pokryty z pieniędzy, którymi dysponują samorządy.