Do skoku stulecia doszło w lipcu 2015 r. w Swarzędzu. Krzysztof W., który jechał w konwoju z pieniędzmi, odjechał autem z gotówką. Wkrótce potem porzucony samochód znaleziono. Konwojent zniknął wraz z pieniędzmi. Do tej pory policji udało się odzyskać zaledwie kilkaset tysięcy zł ze skradzionych niemal 8 mln złotych.

Grzegorz Ł. był wiceprezesem firmy ochroniarskiej, w której pracował tzw. fałszywy konwojent. Mężczyzna, poszukiwany był listem gończym. Zatrzymano go w listopadzie ub. roku na Ukrainie, w okolicach Odessy. Tam czekał na ekstradycję. W ub. tygodniu na przejściu granicznym w Medyce służby ukraińskie przekazały Grzegorza Ł. policjantom Wydziału Konwojowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Mężczyzna trafił do aresztu w Przemyślu, skąd został przewieziony do Poznania.

W piątek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Michał Smętkowski powiedział PAP, że Grzegorzowi Ł. zostały przedstawione zarzuty.

- Grzegorz Ł. usłyszał dwa zarzuty: udziału w zorganizowanej grupie mającej na celu popełnienie przestępstwa oraz zarzut przywłaszczenia kwoty ponad 8 mln zł, czyli mienia znacznej wartości, wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami – powiedział PAP Smętkowski. Dodał, że za czyny zarzucane podejrzanemu grozi od roku do 10 lat więzienia.

- Grzegorz Ł. nie przyznał się do popełnienia tego czynu i odmówił składania wyjaśnień. Obecnie rozważamy wystąpienie o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy – podkreślił prokurator.

Smętkowski tłumaczył, że podejrzany jest zatrzymany w ramach tzw. 14-dniowego aresztu poszukiwawczego. Ewentualny wniosek o tymczasowy areszt prokuratura musi zatem złożyć do 24 października.

Proces w sprawie skoku stulecia rozpoczął się na początku ub. roku. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób. Cztery z nich poznańska prokuratura, która prowadziła w tej sprawie śledztwo, oskarżyła o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przywłaszczenie mienia o znacznej wartości. Byli to Dariusz D., Adam K., u którego miało dojść do podziału łupu, Marek K., który miał brać udział w opracowaniu planu napadu i ubezpieczać przewożenie pieniędzy, oraz konwojent Krzysztof W.

Ten ostatni, przygotowując się do akcji, zmienił wygląd: ogolił głowę i zapuścił brodę, zażywał też środki, które sprawiły, że przybrał na wadze. Zatrudniając się w firmie ochroniarskiej, podał fałszywe dane osobowe.

Dwie pozostałe osoby, tj. Agnieszka K. i Wojciech M., miały pomagać w ukryciu zrabowanych pieniędzy i wpłacić na założone konto w jednym z banków 250 tys. zł. Pieniądze miał im dać Adam K.

Wyrok w tej sprawie Sąd Okręgowy w Łodzi wydał w lipcu ub. roku. Uznał oskarżonych za winnych przywłaszczenia ostatecznie ponad 7,7 mln zł i skazał b. konwojenta Krzysztofa W. na karę 8 lat i 2 miesięcy więzienia, Marka K. na 7 lat pozbawienia wolności, Adama K. na 6 lat i 2 miesięcy więzienia, a Dariusza D. – na 6 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni ukarani zostali również m.in. grzywnami w wysokości od 5 do 15 tys. zł. Mają także obowiązek solidarnie naprawić szkodę.

Sąd postanowił jednocześnie o aresztowaniu na pięć miesięcy Adama K. i Dariusza D., którzy odpowiadali z wolnej stopy. Po ogłoszeniu wyroku mężczyźni ukrywali się. Wydano za nimi listy gończe. Pod koniec lipca na policję zgłosił się D. Były policjant Adam K. nadal się ukrywał, aż do zatrzymania go na początku marca przez łódzkich funkcjonariuszy.

W procesie na ławie oskarżonych zabrakło wówczas poszukiwanego Grzegorza Ł.

Wyrok w tej sprawie jest nieprawomocny. Już wówczas obrońcy oskarżonych zapowiedzieli apelację, domagając się m.in. złagodzenia kar.

W marcu tego roku Sąd Apelacyjny w Łodzi bezterminowo odroczył proces odwoławczy w tej sprawie. Decyzja ta zapadła po wniosku jednego z obrońców, który chce, aby sąd odwoławczy przesłuchał Grzegorza Ł., uznawanego za pomysłodawcę napadu.