Dziennik Gazeta Prawana logo

Od męczybuły do skarbu. Samorządy stają na głowie, żeby się przypodobać mieszkańcom

30 grudnia 2018, 09:44
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Małe miasto
Małe miasto/Shutterstock
Od męczybuły do skarbu – taką ewolucję przeszliśmy my, mieszkańcy, w oczach samorządowców. Dziś to oni zabiegają o nasze względy i pieniądze.

Jesienią o 27-tysięcznych Polkowicach w woj. dolnośląskim zrobiło się dość głośno. Lokalne władze ogłosiły, że z początkiem 2019 r. zniosą podatek od nieruchomości, choć do tej pory gmina zarabiała na nim ok. 3,5 mln zł rocznie. Jednak uznano, że na takiej decyzji tylko zyska – bo ściągną do niej okoliczni mieszkańcy skuszeni tym, że nie muszą płacić 77 gr podatku od metra kwadratowego działki. A wraz z nimi ich pieniądze.

Polkowice nie są pionierem takiego rozwiązania - cztery lata temu szlaki przetarła gmina Michałowo na Podlasiu. Gdy zmiany wprowadzono, to w ciągu kilku miesięcy niemal wszyscy dłużnicy pospłacali zaległości w podatku od nieruchomości, bo takie były warunki zwolnienia. Szybko rozpoczęto kampanię "Zamieszkaj w Michałowie" przedstawiającą gminę niemalże jako raj podatkowy (wielki baner z takim hasłem zawisł m.in. na jednym z wieżowców w Białymstoku). Na inicjatywę krzywo patrzyli włodarze innych gmin, ale jednocześnie trochę zazdrościli burmistrzowi tupetu. Bo w niespełna 7-tysięcznym Michałowie w ciągu pierwszego półrocza od podatkowej rewolucji przybyło około setki mieszkańców. Dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Teraz pytam burmistrza Michałowa, czy było warto. Marek Nazarko nie odpowiada wprost, twierdząc, że jego poprzednik zaprzepaścił szansę (Nazarko jest wieloletnim włodarzem gminy, ale w 2014 r. niespodziewanie przegrał z konkurentem; teraz wrócił na stanowisko burmistrza). Dziś zapowiada powrót do swojej strategii. . - precyzuje.

Podatki to niejedyne pole, na którym rywalizują małe gminy. - wspomina Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP (ZGWRP). Jego zdaniem momentami może to być jednak niebezpieczny trend.

-przekonuje. Przykładem takich niebezpiecznych prób zjednania sobie mieszkańców jest dla niego gospodarka odpadami.

Samorządowcy najwyraźniej się nie zrażają takimi ostrzeżeniami i jeszcze ostrzejsza licytacja na oferty dla mieszkańców – obecnych i potencjalnych – trwa na szczeblu miejskim. Gdy wprowadzają karty dla powstańców warszawskich, dzięki którym mogą oni odbyć kilka darmowych kursów taksówką miesięcznie, propozycję tę przebija nowy włodarz Wrocławia Jacek Sutryk. W ramach programu Taxi 75+ każdy senior po 75. roku życia (w sumie 65 tys. wrocławian) będzie mógł dwa razy w miesiącu skorzystać z darmowych przejazdów. Miasto wyda na ten cel 400 tys. zł w 2019 r.

Z kolei prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zaoferował na tę kadencję bon żłobkowy, z którego korzystać będą mogli rodzice o określonych dochodach. Zdystansował go Rafał Trzaskowski, który w Warszawie zamierza od września 2019 r. wprowadzić darmowe żłobki dla wszystkich dzieci – jeżeli nie znajdą miejsca w żłobku publicznym, miasto zapłaci za opiekę w placówce prywatnej (bez względu na wysokość zarobków rodziców). – Bardzo często samorządowcy naśladują pomysły kolegów lub specjalnie wdrażają je u siebie z opóźnieniem, bo wolą, by wpierw przetestował je kto inny – mówi nam jeden z lokalnych włodarzy.

Zdaniem ekspertów poprzez narastającą rywalizację samorządy zaczynają budować swoją tożsamość.i - mówi Jerzy Stępień, jeden ze współtwórców polskiej samorządności po 1989 r.

A może brak wyboru

Skąd się bierze ta szczodrość? Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski uważa, że zmianę myślenia o potrzebach mieszkańców spowodował przede wszystkim rozwój samych miast. ocenia.

Podobnie sprawę widzi Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. - przekonuje. Wraz z tym zmieniają się oczekiwania mieszkańców. – dodaje Żuk.

Były wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak zwraca jednak uwagę na aspekt czysto finansowy. - tłumaczy Jóźwiak. Nabrano przekonania, że to także potencjalny wyborca, a już na pewno - podatnik. A im więcej podatników, tym więcej wpływów z PIT dla miasta. O kogoś takiego warto się bić. I mieszkańcy zaczynają to widzieć. A coraz częściej wymagać.

Jeden z samorządowców przyznał, że jeszcze kilka–kilkanaście lat temu obywatel był traktowany jako ktoś w rodzaju męczybuły. – pyta nasz rozmówca.

Zdaniem ekspertów to, że obywatele zaczęli głośniej artykułować swoje potrzeby, zmieniając tym samym nastawienie lokalnych włodarzy, nie jest zjawiskiem, które zaistniało dopiero w tym roku, przy okazji wyborów.  – ocenia dr Adam Gendźwiłł z Zakładu Rozwoju i Polityki Lokalnej na Uniwersytecie Warszawskim.

Bartosz Dominiak, ekspert z zakresu funkcjonowania inteligentnych miast w Polsce ze Smart City Blog (od początku grudnia także wiceburmistrz warszawskiej dzielnicy Ursynów), również nie ma wątpliwości – priorytety samorządów się zmieniły. W jego opinii kluczową rolę odegrały media społecznościowe. – wskazuje Bartosz Dominiak.

Od przywilejów do konfliktów

Zmiana, jaka dokonała się w podejściu wielu samorządów, będzie zapewne skutkować nowymi konfliktami. Zarówno pomiędzy samymi włodarzami, jak i na linii samorząd – mieszkańcy.

Od ponad roku Związek Miast Polskich (ZMP), zrzeszający ok. 300 największych miejscowości w kraju, głośno domaga się likwidacji gmin obwarzankowych, które postrzega jako "dysfunkcyjną strukturę administracyjną". Dlaczego? Takie gminy, choć są odrębnym bytem, mają siedzibę w nienależącym do nich mieście (stanowiącym osobną jednostkę, choć często o takiej samej nazwie, co "obwarzanek"). Ten układ nie podoba się miastom, które - naliczywszy 152 takie przypadki w Polsce - uznają, że to relacja między żywicielem a pasożytem. Ale tak naprawdę sprawa nie rozbija się wyłącznie o takie gminy. Zarzuty formułowane są pod adresem niemal wszystkich gmin podmiejskich, które mają podkradać mieszkańców miastom. Ci uciekają z metropolii, na obrzeżach stawiają domy, z czasem zaczynają płacić PIT, a potem i tak korzystają z infrastruktury miejskiej, np. komunikacji, nie łożąc na jej utrzymanie.

– odpowiada na te zarzuty Leszek Świętalski z ZGWRP. – przekonuje.

Jak dotąd kulminacją tego sporu było poszerzenie granic Opola. Nie obyło się bez protestów głodowych mieszkańców, awantur na sesjach rad czy demonstracji przed siedzibą MSWiA w Warszawie. Opole jednak dopięło swego (przy okazji przejęło tereny z elektrownią), a dziś o ostrym sporze i protestach mało kto pamięta. Być może jakiś wpływ miały przywileje, które zaoferowały władze Opola nowym - a właściwie "przejętym" - mieszkańcom. W grę wchodziły m.in. niższe podatki i stawki za wywóz śmieci (w porównaniu z tym, co płacili dotychczasowi mieszkańcy Opola), nowa oferta komunikacji miejskiej czy zwolnienie z opłat przy wymianie dokumentów.

W kontekście możliwych konfliktów samorządowców z mieszkańcami - zwłaszcza tymi, którzy na gminne przywileje z jakichś względów się nie załapią (bo np. nie będą do nich skierowane) - lokalni włodarze nerwowo spoglądają w kalendarz. Decyzją parlamentarzystów PiS corocznie (najpóźniej do końca maja) w każdej gminie czy powiecie będzie musiała się odbyć sesja rady, podczas której omówiony będzie "raport o stanie samorządu". W zamierzeniu ma to być podsumowanie działalności lokalnych władz oraz tego, jak i na co wydają pieniądze. W debacie nad raportem głos będą mogli zabrać mieszkańcy (po złożeniu pisemnego zgłoszenia popartego odpowiednią liczbą podpisów). To rozwiązanie ma dać mieszkańcom nową możliwość do wywierania nacisku na lokalne władze. Teoretycznie trudno wyobrazić sobie lepszą okazję do wystawienia recenzji lokalnym władzom. - ocenia Adam Gendźwiłł.

Inaczej widzą to samorządowcy. Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza mówi wprost: nadchodzi bardzo dobry czas dla pieniaczy. - ocenia.

Trzeba przyznać, że o konflikty na takich sesjach nie będzie trudno. Zwłaszcza w sytuacji gdy zmiana priorytetów w samorządach sprowadza się często do dostrzegania potrzeb wybranych grup społecznych (rodziców małych dzieci, seniorów, kobiet, sportowców), czasami kosztem innych.  – wskazuje Bartosz Dominiak ze Smart City Blog. - przekonuje.

Jeden z naszych rozmówców mówi, że włodarze powinni może sięgnąć po znaną grę "SimCity", polegającą na budowie i zarządzaniu miastem. W 2007 r. wyszła edycja "SimCity Społeczności". W przeciwieństwie do poprzednich wersji, tu nacisk nie był położony na wybudowanie miasta, a potem zabawę w jego destrukcję za pomocą tornad, powodzi czy ataku Godzilli. Tym razem chodziło o sprawne zarządzanie miastem i inżynierię społeczną. Celem było godzenie interesów różnych grup społecznych, wyważanie pewnych racji – opowiada nasz rozmówca. Gra nie została najlepiej przyjęta – oceny krytyków oscylowały ledwie powyżej 60 proc. Ale to był jednak rok 2007. Wtedy dopiero zaczynaliśmy lać beton w samorządach. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj