Zdzisława Włodarczyk i Anita Lasker-Wallfisch zostały deportowane do Auschwitz jako dzieci. Los najmłodszych ofiar będzie szczególnie uwypuklony podczas tegorocznych obchodów rocznicowych. Niemcy deportowali do obozu co najmniej 232 tys. dzieci. Byli to głównie Żydzi, ale także Romowie, Polacy, Białorusini i Ukraińcy. Zgładzili ponad 200 tys. z nich. W tej liczbie przytłaczającą większość stanowili Żydzi.

Reklama

Główna uroczystość potrwa ok. 1 godziny. Główne przesłania wygłoszą byłe więźniarki Zdzisława Włodarczyk i Anita Lasker-Wallfisch. Po nich głos zabierze prezydent Andrzej Duda. Przemówią także dyplomaci: z Izraela - Tal Ben-Ari Yaalon, i Rosji - Siergiej Andriejew, oraz dyrektor Muzeum Auschwitz Piotr Cywiński.

Uroczystość zwieńczą wspólne modlitwy duchownych: rabina Michaela Schudricha oraz biskupów – katolickiego Romana Pindla, prawosławnego – Atanazego, oraz luterańskiego Adriana Korczagi.

Po głównej ceremonii zaplanowano dyskusję online "Wpływ wojny i Holokaustu na kształtowanie się tożsamości dziecka". Wezmą w niej udział ocalona z Holokaustu Lea Balint, była więźniarka Auschwitz Janina Rekłajtis, a także prezes Kindertransport Association Melissa Hacker.

Tegorocznym obchodom rocznicy wyzwolenia, które - po raz pierwszy w historii - odbywają się jedynie w internecie, patronuje prezydent RP Andrzej Duda.

27 stycznia został ustanowiony przez ONZ Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

"Najgorsze były noce"

Zdzisława Włodarczyk w styczniu 1945 r. miała niespełna 12 lat. Los dzieci w obozie został w sposób szczególny uwypuklony podczas tegorocznych uroczystości rocznicowych, które z powodu COVID-19 odbywają się jedynie w internecie. W Auschwitz Niemcy zamordowali ponad 200 tys. dzieci, głównie żydowskich, ale także polskich, romskich i z krajów ZSRS.

Zdzisława Włodarczyk mówiła, że „dzieci się rodziły w obozie, ale nie dano im żyć, bo z miejsca były zabijane”. Nie miały imion i nie miały nawet numerów. Ile tych dzieci zginęło? Dlaczego? Czy byliśmy wrogami Trzeciej Rzeszy? Ludźmi, którzy też mieli rodzinę i dzieci – pytała.

Była więźniarka wspominała, że w połowie stycznia 1945 r. słychać było już zbliżający się front. Niemcy niszczyli archiwa, niszczyli dokumenty, palili. Widzieliśmy to. Burzyli krematoria. Czekaliśmy na wolność. Czekaliśmy, że nas ktoś wyzwoli. Ale 17 stycznia po apelu wszyscy musieli czekać. Nie wolno było do baraku wejść, dali nam podwójną porcję chleba i czekaliśmy, aż w godzinach popołudniowych, gdy zmierzch się robił, wyprowadzono nas z obozu – mówiła.

Włodarczyk powiedziała, że w trakcie marszu, jeszcze na terenie obozu, jeden z więźniów funkcyjnych uznał, iż jej brat nie może iść; musi zostać. Chciałam powiadomić mamę, zaczęłam wołać. Doskoczył do mnie żołnierz, uderzył mnie bardzo silnie w twarz, aż się okręciłam i kucnęłam, żeby mnie więcej nie bił. I tak automatycznie pozostawałam w tyle. Wtedy obojętne mi było, co się stanie. Wyskoczyłam z szeregu i pobiegłam do brata. Nie chciałam, żeby był sam. Zostaliśmy na terenie obozu. Została z nami taka starsza więźniarka, Białorusinka Janeczka. Ona się naszą grupą zaopiekowała. Już nie było tej kromki chleba – wspominała.

Starsi więźniowie, którzy pozostali w obozie, rozbijali obozowe magazyny. Brat Zdzisławy przyniósł trzy bochenki chleba. Spaliśmy na nim. Chleb suchy, to żeśmy śnieg topili w piecu. (…) To był nasz posiłek. (…) 27 stycznia najpierw w białych kombinezonach biegli żołnierze. Ta nasza opiekunka, ona była sztubową, powiedziała, żebyśmy nie wychodzili, bo teraz jest front i może nas zabłąkana kula zabić. Przyszli żołnierze, taki wysoki oficer, w takiej czapie. Pamiętam jego słowa. Nie wiem, czy powiedział po polsku czy po rosyjsku, ale zrozumiale: "Dzieci, co wy tu robicie?" To było jego pytanie. Powiedział, że przyjdzie Czerwony Krzyż i się zaopiekuje nami, że jesteśmy wolne tylko nie rozchodźmy się, bo możemy jeszcze zginąć – wspominała.

Była więźniarka mówiła, że po jakimś czasie przyniesiono kocioł zupy pomidorowej. Usłyszała jednak, że grupa kobiet, która też pozostała w obozie, idzie do domu. Postanowiłam, że z bratem pójdziemy. Na wolność wyjść! Jak najszybciej! Nie być tutaj, bo nie wiadomo, co się stanie. Następnego dnia z kawałkiem koca wyszliśmy. (…) Nie wiedziałam, w jakim kierunku. Szliśmy za tymi kobietami. Po drodze nas jakaś furmanka podwiozła, potem samochód ciężarowy z wojskiem wzięli i zabrali nas z drogi i zawieźli nas do Krakowa do Czerwonego Krzyża. Ale byliśmy na wolności – powiedziała.

Zdzisława Włodarczyk, kończąc swoje wystąpienie, zaapelowała, aby już nigdy więcej nie było wojen. Teraz na całym świecie panuje epidemia koronawirusa. Czy to też nie jest wojna? Ludzie od siebie oddaleni, dzieci nie mogą z rówieśnikami się bawić, stają się nerwowe, też będą mieć urazy psychiczne. I też cierpienia są. I ludzie umierają samotnie. Dlaczego? Zabrakło czujności na świecie – zaznaczyła.

Zdzisława Włodarczyk urodziła się 21 sierpnia 1933 r. Do KL Auschwitz deportowana została przez Niemców 12 sierpnia 1944 r. po wybuchu Powstania Warszawskiego.

"Walczmy, by historia się nie powtórzyła"

Przyjechałam pod tę bramę pod koniec 1943 r. pozbawiona najmniejszych złudzeń. Wszyscy wiedzieli, co się tu działo. Miałam 18 lat i miałam spłonąć, zamienić się w dym. To, że wciąż żyję, zawdzięczam absurdom tego życia. Wierzcie lub nie, ale w tym piekle była muzyka, a ponieważ umiałam grać na wiolonczeli, to mogę teraz dzielić się tu z wami moją historią – mówiła Lasker-Wallfisch.

Była więźniarka, urodzona w rodzinie niemieckich Żydów, podkreśliła, że „przewidywana długość życia w Auschwitz dla tych, którzy nie poszli prosto do gazu, to były trzy miesiące”. Ona spędziła tam rok. Później, gdy Armia Czerwona się zbliżała, została przeniesiona do obozu Bergen-Belsen. Jakimś cudem przeżyłam tam czas aż do wyzwolenia przez Armię Brytyjską – mówiła.

Po wojnie wraz z siostrą dotarła do Anglii. Byłyśmy na tyle naiwne, by myśleć, że opowiemy światu, co się działo, i że to będzie koniec tych bezcelowych morderstw, ksenofobii i antysemityzmu. Myliłyśmy się. Nikt nas o nic nie pytał. A teraz jesteśmy wręcz świadkami prób dyskredytowania tego, co działo się w takich miejscach, jak Auschwitz i wielu innych – podkreśliła.

Lasker-Wallfisch zaapelowała w swoim wystąpieniu do kolejnych pokoleń: „nie zawiedźcie nas”! Prosiła, by nie pozwolono na „zniekształcenie pamięci i jej zatrucie przez niecnych naukowców, którym przyświecają ksenofobia i antysemityzm”. Sami uczcie się historii tych, którzy zostali skazani na upokorzenie i wystawieni na krańcową próbę. To byli tylko zwykli ludzie. Istoty ludzkie. Zanim podzielono ich ze względu na ich narodowość czy wiarę. Zaprzeczając temu, co miało miejsce i trując się nienawiścią, mordujemy te ofiary po raz drugi – stwierdziła.

Była więźniarka podkreśliła, że wciąż należy walczyć, by historia się nie powtórzyła. Uczcijmy te miliony, które tu zginęły. Pokonajmy strach przed nieznanym. Budujmy mosty, rozmawiajmy ze sobą, świętujmy naszą różnorodność, ponieważ tak naprawdę więcej nas łączy niż dzieli – wskazywała.

Podkreśliła zarazem, że dziś „stajemy przed nowym wyzwaniem braku poszanowania dla rasy, koloru skóry czy wyznania, a niewidzialny wróg, nieznany wirus, odbiera ludziom życie”.

Uczcijmy dziś tych, których tu zesłano i zamordowano. I nigdy, nigdy, przenigdy nie zapominajmy! – zakończyła.

Anita Lasker-Wallfisch urodziła się 17 lipca 1925 r. we Wrocławiu, który wówczas należał do Niemiec. Do Auschwitz trafiła w grudniu 1943 r. Jesienią 1944 r została przewieziona do obozu Bergen-Belsen. W nim doczekała wolności.

Prezydent: Pamięć i prawda o Holokauście będą trwać wiecznie

27 stycznia jest każdego roku Dniem Pamięci Ofiar Holokaustu. Dziś pamięć sześciu milionów wymordowanych Żydów czci cała społeczność międzynarodowa - przypomniał w środę prezydent Andrzej Duda, dodając, że "tego dnia, 76 lat temu, został wyzwolony obóz Auschwitz-Birkenau".

Jest on najważniejszym symbolem Zagłady, bo był największą hitlerowską fabryką śmierci. Niemcy, na okupowanej przez nich polskiej ziemi, urządzili swój ludobójczy przemysł - podkreślił prezydent.

Duda przypomniał, że "w Auschwitz-Birkenau, ginęli Żydzi, Polacy, Roma i Sinti, jeńcy z Armii Czerwonej".

Z głębokim wzruszeniem i zadumą wspominam zeszłoroczne uroczystości w Miejscu Pamięci, na terenie Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady, gdzie zebrali się wówczas ostatni Ocaleni i Świadkowie Holokaustu z całego świata - mówił.

Prezydent zaznaczył, że "w tym roku obchody wyglądają inaczej". To bezprecedensowa sytuacja, gdy pandemia koronawirusa uniemożliwia nam bezpośrednie spotkanie. Ale jest to też ważny znak, który przypomina, że zawsze, bez względu na okoliczności, musimy wypełniać powinność świadków pamięci i strażników prawdy o Holokauście - powiedział.

Wskazał, że "tegoroczne uroczystości uświadamiają nam też z wyjątkową mocą znaczenie materialnych dowodów ludobójstwa i jego straszliwą realność". Zbrodnie popełnione w niemieckich obozach koncentracyjnych i zagłady były realne. Prawdziwi ludzie cierpieli tutaj niewyobrażalny, ale realny ból. I naprawdę umierali. I naprawdę byli mordowani. Cierpienie i śmierć ofiar były, są i pozostaną realne - podkreślił Duda.

Przyznał, że "naszą powinnością jest zachować wszelkie materialne dowody, pamiątki i znaki ich istnienia, życia i męczeństwa po to, żeby ludzkość nigdy o nich nie zapomniała". Żeby nigdy nie zapomniano o tym, co wydarzyło się tu, w Auschwitz, i w innych miejscach niemieckich zbrodni - podkreślił prezydent.

Andrzej Duda ocenił, że "władze Rzeczypospolitej wypełniają misję zachowania dowodów tej największej zbrodni w dziejach ludzkości". Zapewnił, że "kiedy minie zagrożenie śmiertelną chorobą, znów staniemy w Auschwitz-Birkenau, na ziemi przesyconej krwią ponad miliona ofiar".

Prezydent przyznał, że "to, co można tutaj zobaczyć, jest odpowiedzią na zapomnienie, na ułudę nierealności, na kłamstwo negacjonizmu".

Pamięć i prawda o Holokauście będą trwać wiecznie. My, współcześni, poniesiemy w przyszłość i przekażemy następnym pokoleniom przesłanie płynące z tego miejsca: nigdy więcej Auschwitz! - powiedział. Nigdy więcej ludobójstwa, nienawiści i rasizmu! - podkreślił prezydent.