Thomas Stearns Eliot (1888 – 1965) urodził się w Stanach Zjednoczonych, ale jako młody człowiek na stałe osiadł w Anglii, porzucając amerykańskie obywatelstwo. Na życie zarabiał między innymi jako nauczyciel, wykładowca na kursach wieczorowych, pracownik jednego z londyńskich banków i redaktor w wydawnictwie Faber And Faber, którego w końcu został dyrektorem. Ukoronowaniem jego literackiej kariery była Nagroda Nobla, którą otrzymał w 1948 roku.

W poezji zaczynał - jak wielu innych w jego pokoleniu - od fascynacji francuskimi poe`tes maudits i Dantem. Ich wpływy widać w jego najważniejszym poemacie "Ziemia jałowa" (1922) uważanym niekiedy za manifest rozczarowanego zachodnią cywilizacją pokolenia pierwszej wojny światowej. Inne ważne utwory Eliota to "Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka" (1917), "Wydrążeni ludzie" (1925), "Popielec" (1930), "Podróż Trzech Króli" oraz dramaty "Mord w Katedrze" (1935) i "The Cocktail Party" (1950). Wśród opublikowanych przez niego niezliczonych esejów najważniejsze są prawdopodobnie teksty "Kto to jest klasyk" oraz "Tradycja i talent indywidualny". Najpełniej opisują one Eliotowski ideał poety: tkwiącego w nurcie tradycji tak głęboko, że staje się jej żywym medium.

I wykorzystującego wszystkie jej możliwości, by tworzyć dzieła prawdziwie "klasyczne".

p

Little Gidding

I

Wiosna wśród zimy odrębna to pora,
Odwieczna, choć błotnista o słońca zachodzie,
Od bieguna po zwrotnik w czasie zawieszona.
Gdy krótki dzień roziskrza się najjaśniej mrozem i ogniem,
W bezwietrznym zimnie - co głębie sera rozgrzewa,
Chwilowe słońce rozpłomienia lód sadzawek i rowów,
W wodnistym lustrze odbijając
Blask, który ślepnie wczesnym popołudniem.
I żar bardziej świetlisty niż krzew gorejący lub kosz z węglami,
Budzi ducha z niemoty: nie wiatr, lecz języki płomieni Ducha
Zesłanego w tej mrocznej porze roku.
Między odwilżą a zamarzaniem
Soki duszy burzą się. Nie ma zapachu ziemi
Ani zapachu żyjących istot. Jest czas wiosny
Ale niezgodny z czasem. Teraz żywopłoty
Bielą się przez godzinę krótkotrwałym kwieciem
Śniegu, kwitnienie gwałtowniejsze
Niż latem: nie pączkuje, nie więdnie,
Nie istnieje w planie narodzin.
Gdzie jest lato, niewyobrażalny
Zerowy punkt lata?



















Reklama

Jeśli przyjdziesz tą drogą,
Wybierając trasę, którą pewnie wybierzesz,
Z miejsca, z którego zapewne przybędziesz,
Jeśli przyjdziesz tą drogą w maju, znajdziesz żywopłoty
Białe na nowo, umajone zmysłową słodyczą.
Tak samo będzie u kresu podróży.
Jeśli nocą przybędziesz jak król zdruzgotany,
Jeśli przybędziesz za dnia nie wiedząc po coś przyszedł,
Tak samo będzie, gdy opuścisz wyboisty trakt
I obok chlewu skręcisz do posępnej fasady
I kamiennego nagrobka. A to, po co sądziłeś, żeś przybył,
To jedynie łupina, skorupa znaczenia,
Z której cel się wykluwa, gdy jest już spełniony,
Jeśli w ogóle. Albo więc nie miałeś celu
Albo cel jest poza kresem, który nakreśliłeś,
I odmienił się dojrzewając. Są też inne miejsca
Będące końcem świata. Niektóre z morza paszczy,
Lub nad mrocznym jeziorem, na pustyni albo w mieście -
Ale to jest najbliższe, w przestrzeni i w czasie,
Teraz i w Anglii.


















Jeśli przyjdziesz tą drogą,
Wybierając dowolną trasę, wyruszając skądkolwiek,
W jakimkolwiek czasie i w dowolnej porze roku,
Będzie zawsze to samo: na bok musisz odłożyć
Rozsądek i mniemania. Nie jesteś tu, by sprawdzać
Dowiadywać się, sycić ciekawość
Lub składać sprawozdanie. Jesteś, aby klęczeć
Tu, gdzie modlitwa ma moc od dawna. A modlitwa
To więcej niż ład słów i świadome zajęcie
Rozmodlonego umysłu lub dźwięk modlącego się głosu.
A to, na co zmarli nie znaleźli słów, gdy żyli,
Mogą powiedzieć Tobie, gdy są martwi: obcowanie
Zmarłych jest językiem ognia ponad językami żywych.
Tu skrzyżowaniem czasów wiekuistej chwili
Jest Anglia i nigdzie. Nigdy i zawsze.













przełożył Krzysztof Boczkowski