>>>Przeczytaj, jak Artur Boruc uratował Polaków przed bandytami
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk: Nie czuję się bohaterem. To straszne uczucie, kiedy widzi się kogoś powieszonego. Czuje się, jak normalny człowiek. Każdy facet z jajami
postąpiłby tak na moim miejscu. Prawdziwy mężczyzna zrobiłby wszystko, żeby uratować człowieka. Zastanawiam się tylko, co takiego musiało się wydarzyć w jego życiu, że stać go było na
tak desperacki krok. Jaki dramat musiał się wydarzyć...
We wtorek około 11 biegałem z kolegą po Lasku Bielańskim. Lubię to miejsce, dlatego często tam bywam. Nagle zauważyliśmy kogoś przy jednym z drzew. Wydawało się, że stoi. Wysoki, starszy
mężczyzna jakby na coś patrzył. Gdy przebiegaliśmy obok niego, zauważyłem jednak, że na szyi ma zaciśniętą linkę wspinaczkową. Wiedziałem, że nie ma chwili do stracenia.
Już nie. Mężczyzna był już siny i nieprzytomny, ale żył. Musieliśmy działać bardzo szybko. Jeszcze minuta, dwie i zdejmowalibyśmy zwłoki.
Węzeł był bardzo ciasno zawiązany, linka była mocna, a my nie mieliśmy przy sobie nic, czym można by ją przeciąć. Na szczęście udało się nam zdjąć mu ją przez głowę. Położyliśmy
tego człowieka na boku, by ułatwić mu oddychanie. Po kilkunastu minutach zaczął nabierać rumieńców. Poklepaliśmy go po policzkach, żeby go ocucić.
Z tym był problem, bo nie mieliśmy komórek. Całe szczęście niedaleko przechodziła spacerująca kobieta, która pożyczyła nam telefon. Pierwsza na miejsce przyjechała policja, karetka
przyjechała chwilę później. Gdy lekarze byli na miejscu, dłużej nie czekaliśmy.