Dziennik Gazeta Prawana logo

Liberałka, co z Cejrowskim w radiu zaczynała. SYLWETKA Agnieszki Gozdyry

26 października 2014, 10:44
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Agnieszka Gozdyra
Agnieszka Gozdyra/Media
Człowiek nie jest zupą pomidorowa, żeby go większość lubiła. To hasło idealnie opisuje wizerunek, jaki chce budować Agnieszka Gozdyra. Najbardziej wyrazista dziennikarka Polsatu budzi skrajne emocje. Co skrywa pod telewizyjnym make-upem?

Niektórzy już szykują dla niej "medialny tron" Moniki Olejnik, inni widzą w niej raczej Jerry'ego Springera w spódnicy. Prawica jej szczerze nie znosi, zarzucając Gozdyrze ignorancję, brak obiektywizmu, agresywność i serwowanie widzom tabloidowego show. Ale widownia jej programu w Polsat News i internetowa popularność rośnie.

mówi nam Gozdyra, filigranowa blondynka o subtelnej urodzie.

Kiedy zamiast szpilek i telewizyjnego uniformu zakłada koszulkę oraz trampki, przestaje pasować do kreowanego wizerunku zaciętej i pewnej swego pani z telewizji. Ale to tylko pozór, bo Gozdyra rzadko kiedy spuszcza z tonu.

Co ciekawe blondynką jest dopiero od kliku lat. Koledzy z radia pamiętają ją jeszcze jako szatynkę. I wspominają, że przezwisko "pierzasta", jakie nadał jej Cejrowski, przyjęło się po eksperymentach dziennikarki z trwałą.

Miłość "katoprawaka"

Mało kto wie, że to m.in. pod okiem Cejrowskiego Gozdyra wdrażała się do zawodu. Była współpracownicą pierwszego kowboja RP, który w Kolorze prowadził popularne weekendowe pasmo. 

wspomina Cejrowski. Nawarczeli na siebie, ale kłótnia szybko zaowocowało wieloletnią przyjaźnią. Cejrowski mówi nawet o szacunku i nieerotycznej miłości.

dodaje.

Widać, że mimo skrajnie różnych poglądów bardzo ją ceni. I vice versa. Gozdyra przyznaje, że oddałaby królestwo za jego charyzmę. Cejrowski zaś podkreśla, że różnica poglądów stanowi wartość tej relacji. - - chwali ją Cejrowski.

Polonistka w Kolorze

Do dziennikarstwa Gozdyra trafiła przypadkiem. Jako dziecko co prawda bawiła się babcinym radiem - wciskała klawisze starego aparatu, udając, że jest spikerką, ale i tak bardziej marzyła wtedy o mundurze milicjantki niż o garsonce telewizyjnej prezenterki. Czytać uczyła się, podkradając ciotce kryminały. Jako nastolatka nie miała upatrzonego zawodu, poszła do liceum, a potem na polonistykę UW, której dziś nie najlepiej wspomina. -mówi. 

Na trzecim roku studiów, wykorzystując okienko w zajęciach, wybrały się z koleżanką do stacjonującego nieopodal uczelni Radia Kolor. Trafiły do Krzysztofa Materny, zapytały, czy mogą coś robić. - odparł. I tak zaczęła się kariera Gozdyry. - - przerywa dziennikarka natychmiast, gdy pada to hasło.

W legendarnym Radiu Kolor pracowała przez 11 lat i przeszła tam niemal przez wszystkie szczeble. Od serwisanta odpowiedzialnego za redagowanie depesz PAP, po szefową newsów. 

W trakcie pracy w radiu miała też epizod szkolny. Przez 1,5 roku zastępowała znajomą polonistkę w jednym z warszawskich liceów. - wspomina Gozdyra. Rozmawiała z nimi nie tylko o lekturach, ale życiu, nazywała ich pieszczotliwie "podłe bachory". Koledzy z pokoju nauczycielskiego patrzyli na nią krzywym okiem. - mówi Gozdyra.

Znajomi z radia wspominają, że Gozdyra była tam językową purystką i wyrocznią. Pracownicy - gdy mieli problem ze składnią, czy odmianą - pielgrzymowali do niej po radę. Dziennikarka bacznie śledziła najnowsze opinie Rady Języka Polskiego.

Zanim wylądowała w "Życiu Warszawy" na stanowisku PR managera, zrobiła studia z Public Relations na SGH. – dziś zapewnia.

- wspomina początki pracy Gozdyry Edward Mikołajczyk, współtwórca "Studia 2" w TVP, który pracował razem z nią w radiu.

Pierwsze telewizyjne kroki stawała w programie śniadaniowym w TVP. Przez sezon robiła magazyn konsumencki. Z ul. Woronicza 17, gdzie mieści się siedziba TVP, przeniosła się do Telewizji Biznes, a potem do Polsatu News.

6413694-agnieszka-gozdyra.jpg
Agnieszka Gozdyra

- odpowiada na pytanie, czy nie bała się, że wyjdą na jaw jej braki w wiedzy ekonomicznej. Gdy w 2010 roku Polsat News promował nowe pasmo "To był dzień", Gozdyra razem z Bogusławem Chrabotą i Magdaleną Sakowską została jego twarzą.

Zażarcie na wizji

Od kwietnia zeszłego roku można ją oglądać w programie "Tak czy nie", który nazywa swoim ukochanym dzieckiem, poczętym wespół z Maciejem Stroińskim, drugim prowadzącym. Gozdyra podkreśla, że to autorski, przemyślany format. Program zadebiutował na początku kwietnia 2013 roku. I chwycił, a właściwie zażarł, jak ujmuje to sama dziennikarka, używając telewizyjnego slangu.

To słowo najlepiej oddaje cel jej publicystycznego show. Ma "zażreć", czytaj podgrzać atmosferę, zaciekawić, przykuć widza do telewizora i wywołać emocje - zarówno w studiu jak i przed telewizorem. Dlatego "Tak czy nie" ma szczególnie konfrontacyjny charakter.

Naprzeciwko siebie zasiadają ludzie ze skrajnie różnych środowisk, zamiast rozmawiać, nierzadko się kłócą. Gozdyra zaprasza nie tylko polityków, ale też przedstawicieli show-biznesu. To w jej programie wielokrotnie gościł Janusz Korwin-Mikke, a także m.in. Katarzyna Bratkowska, która ogłosiła, że w Wigilię dokona aborcji (naprzeciwko siedział Jacek Żalek), aktor Jarosław Jakimowicz, muzyk Paweł Kukiz, który z aktorką Anną Chodakowską snuł rozważania na temat wyborczej frekwencji, Krzysztof Skiba, Paweł "Konjo" Konnak czy Janusz Panasewicz z Lady Pank.

Ten ostatni razem z bokserem Dariuszem Michalczewskim - w roli ekspertów - debatowali nad zasadnością organizowania zimowych igrzysk w Krakowie.

Największym echem odbił się jednak odcinek, w którym naprzeciwko siebie usiedli Artur Zawisza, lider narodowców i transwestyta Rafalala. Program skończył się skandalem, bo Zawisza nazwał swoją interlokutorkę "męską dziwką", a prowadzącej zarzucił, że "robi burdel ze studia telewizyjnego". Rafalala w odpowiedzi oblała go wodą.

- Można zrobić kulturalną debatę: gdzie jeden z gości mówi “ma pan rację panie profesorze”, a drugi potakuje: “tak, ma pan jeszcze większą rację panie doktorze”. Ale to nie ten program. Naszym zamiarem jest pokazanie skrajnych punktów widzenia, chcemy też stawiać na inny zestaw gości niż u konkurencji - tłumaczy Gozdyra.

Przyznaje, że goście tacy jak Rafalala “żrą”, a więc zapewniają wysoką oglądalność, bo wzbudzają emocje, ale tak dramatycznego przebiegu zdarzeń w studio się nie spodziewała. - dodaje i dla przykładu wymienia byłego polityka PiS, któremu zamordowano córkę. Zgodził się usiąść w studiu naprzeciwko więźnia po odsiadce, którego skazano za morderstwo. -- mówi.

Bokserka z Twittera

- mówi jej były współpracownik i dodaje, że Gozdyrze brakuje dystansu do siebie, jest przeczulona na swoim punkcie.

Potwierdza to poniekąd wzmożona aktywność dziennikarki w sieci - na Facebooku i Twitterze, gdzie ma ponad 9 tys. followersów. Gozdyra reaguje niemal na każdą zaczepkę, argumentuje, broni swojego zdania, a najczęściej atakuje. Nierzadko poniżej pasa.

Po pyskówce z blogerem Grzegorzem Wszołkiem, którego nazwała "siusiumajtkiem" i Pawłem Rybickim - do tablicy wywoływano rzecznika Polsatu. Ten tłumaczył, że dziennikarka musiała składać szczegółowe wyjaśnienia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Gozdyra na Twitterze: Zainwestuj w antyperspirant>>>

- tłumaczy Gozdyra. 

Dziennikarka twierdzi, że dzięki sieciowym szermierkom słownym wypracowała sobie twardą skórę. - - żartuje.

Wspomniany Gmyz, dziennikarz prawicowego tygodnika "Do Rzeczy" o warsztacie i wykształceniu Gozdyry nie ma najlepszego zdania. Mówi o "rażących brakach" i "lewactwie", które uniemożliwia Gozdyrze prowadzenie obiektywnej dyskusji w studio. Na Twitterze, gdzie przedstawia się, jako Cezary "Trotyl" Gmyz (od swojego słynnego tekstu w Rzeczpospolitej na temat śladów totylu na wraku tupolewa) nie przepuszcza okazji by wbić szpilę koleżance po fachu.

"Gozdi" wygrała internety

Denerwuje się, gdy pytamy, kto jest jej dziennikarskim wzorem. Monika Olejnik, do której tak często ją porównują? -- zżyma się i odpowiada: - mówi.

Nie potrafi wymienić największego sukcesu zawodowego, a zapytana o największą zawodową wpadkę twierdzi, że po każdym programie ma do siebie pretensje.

Największym echem odbiła się jednak jej rozmowa z Januszem Korwin-Mikkem, w którym Gozdyra pytała, dlaczego Roman Dmowski i inni słynni narodowi liberałowie, wymieniani przez Korwina nie są Nowej Prawicy. Rozmówca był dla dziennikarki wyrozumiały, przemilczał fakt, że już nie żyją. Ale w sieci zawrzało. Dziennikarka dorobiła się łatki ignorantki. I stała się tematem żartów, nie tylko dla prawicowych publicystów. Posypały się prześmiewcze memy z "Gozdi" w roli głównej i hejterskie profile na Facebooku, moderowane przez sympatyków  Janusza Korwin-Mikkego.

Gozdyra broni się, że tak naprawdę pytanie dotyczyło tego, dlaczego takich ludzi jak Dmowski nie ma w KNP, ale fama poszła już w świat i nie pomogły nawet tłumaczenia samego Korwin-Mikkego.

mówi dziennik.pl i śmieje się, gdy pytamy czy przeczytała w ramach pokuty "Myśli nowoczesnego Polaka".

Kociara

O swoim prywatnym życiu Gozdyra wspomina niewiele. Ci, którzy znają ją bliżej, twierdzą, że nie miała łatwego dzieciństwa. Jest pierwszą dziennikarką w rodzinie, jej rodzice wykonywali zawody techniczne. Tata pracował w FSO i - jak wspomina Gozdyra - był typowym chłopakiem z Czerniakowa. -. Dodaje, że ma kompleks mamy, zjawiskowo pięknej blondynki.

-- ucina wszelkie pytania.

Jej matka zmarła na raka, zbyt późno go zdiagnozowano. To właśnie strach przed śmiertelną chorobą wpędził dziennikarkę w hipochondrię. - twierdzi jeden z jej byłych współpracowników.

Gozdyra.

Rozluźnia się, gdy temat schodzi na koty. Gozdyra jest prawdziwą kociarą. Jej znajomi z radia wspominają, że gdy na terenie przyległym do siedziby radia rodziły się bezdomne kocięta - często chore i zapchlone, Gozdyra leczyła je za własne pieniądze. Sama inwestowała w szczepionki, doglądała kociąt i szukała im nowych właścicieli. Jeśli chętnych nie było wśród pracowników radia, to szukała ich wśród słuchaczy, angażowała się we wszystkie akcje na rzecz zwierząt, zrzucając na chwilę maskę pani redaktor, poważnej dziennikarki newsowej.

6983532-agnieszka-gozdyra.jpg
Zdjęcia Gozdyry z kotem są dostępne w agencji fotograficznej, opatrzone komentarzem: publikacja tylko w pozytywnym kontekście.

Gdyby nie dziennikarstwo, Gozdyra pracowałaby ze zwierzętami. Sama ma w domu trzy zwierzaki; dwóch dachowców oraz maine coona Tybalda, z którym nota bene niedawno wylądowała na zdjęciach w "Fakcie". Na pytanie, czy to ustawka, odesłała nas do pracowników biura prasowego Polsatu.

Ustawka czy też nie, to w sumie mało ważne. Kolejny krok do "dziennikarskiej celebry" został zaliczony. 

ZOBACZ TAKŻE: Gawryluk dla dziennik.pl: Często słyszę, że jestem gorsza, bo mam konserwatywne poglądy >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj