Nawet jeśli prezydentem zostanie w końcu kandydat obozu niebieskiego, on też ma ukraińskie interesy, których musi bronić. Zachowajmy się jak Moskwa, spokojnie. Tym razem to zwyczajna walka o władzę. Co za różnica, kto zwycięży? Idealizm każe stawiać na Juszczenkę, ale to przegrany koń, w dodatku pogrążają go prorosyjskie interesy jego akolitów. Sentyment ciągnie ku Tymoszenko, ale będzie ona służyć Ukrainie tylko wtedy, gdy interes kraju będzie zbieżny z jej własnym. A Janukowycz? Właśnie jego zwycięstwo powstrzymali Wałęsa i Kwaśniewski, gdy przemawiali na kijowskim Majdanie. Odrzucił knajacki sznyt i stał się... europejski. Na tle konkurentów nie wypada najgorzej.

Umarł ataman (nieudolny Juszczenko), nich żyje ataman (ktokolwiek). Polska ma na Ukrainie stały interes – utrzymanie bufora między nami a Rosją – wspierajmy każdego, kto to zapewni. Złudzenia odłóżmy na półkę, tam ich miejsce.