Kolejne protesty związkowców KGHM Polska Miedź kompletnie nie sprzyjają rozwojowi tego zakładu. Polska Miedź – podobnie jak stocznie – wiele straciła, utrzymując tak silne związki zawodowe. Czas pokazał, że wszystkie związki wykańczają swoje zakłady. Tym chętniej, jeśli przynoszą one poważne dochody. W ciągu ostatnich lat skutecznie nadwyrężyły swój niegdyś dobry wizerunek i stały się poważnym szkodnikiem. Zaczęły być gwarantem dla tych, którzy do niczego się nie nadają. Uniemożliwiają zwolnienia, gdy zatrudnionych jest więcej pracowników, niż potrzebuje tego zakład. W tej chwili pozostaje tylko nadzieja, że pracownicy spółki zrozumieją, że blokowanie prywatyzacji będzie dla nich w przyszłości większym zagrożeniem niż słaba koniunktura na miedź.

Rząd robi dobrze, chcąc pozbyć się choćby 10 procent swoich udziałów w spółce. Protest związkowców jest niezrozumiały, bo przecież państwo nie pozbywa się większości swych wpływów w KGHM. Związane z tym zagrożenie dla pracowników nie jest duże. Jeśli natomiast związki obawiają się, że w przyszłości będzie miała miejsce całkowita prywatyzacja Polskiej Miedzi, to mają rację. Na ich miejscu też bym się obawiał. Tym bardziej że wiemy, ile mają do stracenia. Wysokie pensje, świadczenia socjalne, nagrody, wyróżnienia i inne finansowe dodatki są prawdziwym rajem. Gdyby osoba prywatna przejęła kontrolę nad całością zakładu, właściciel mógłby nawet go zamknąć. Wszyscy liczą swoje pieniądze, więc również nowy inwestor w końcu przekalkulowałby, że odkrycie nowego złoża w dogodniejszych warunkach będzie kosztowało połowę tego, co ciągnie za sobą Lubin, i nie będzie nawet czekał, aż cena miedzi pójdzie w górę.

Gdyby prywatyzacja została przeprowadzona rozsądnie, nie wszyscy musieliby się jej obawiać. Prywatne firmy funkcjonują lepiej niż choćby po części państwowe. Jednakże z politycznego punktu widzenia KGHM zawsze był świetnym łupem. Podobnie jak Orlen czy Telewizja Polska. Polska Miedź prosperuje bardzo dobrze i jest notowana na londyńskiej giełdzie. Mimo różnej koniunktury wciąż przynosi wysokie dochody. Pamiętajmy też, że jest pożądanym miejscem nie tylko dla polityków, ale też dla obrośniętych w tłuszcz związkowców, którzy przecież dzisiaj mają znacznie lepiej niż w socjalizmie. Wielu polityków jest więc przeciwko pozbyciu się nawet 10 procent udziałów państwa. Oczywiście wszystko będzie rozgrywane w taki sposób, by wciągnąć w mediację prezydenta, który pewnie opowie się po stronie związkowców. Ostateczna decyzja należy jednak do premiera i od niego będzie zależał los udziałów.

Ponadto Polska Miedź jako jedna z największych spółek Skarbu Państwa jest miejscem, w które politycy zawsze wsadzali do pracy tzw. swoich ludzi. A to, że związki mają tam tak ogromne wpływy i że utrzymywana jest swoista enklawa uprawnień jak za PRL, wynika właśnie z bezradności „swoich”, którzy nie są w stanie przeciwdziałać związkom. Gdy w przeszłości ktokolwiek porywał się na takie próby, racjonalizując lub lekko obniżając koszty pracy, natychmiast związki wychodziły na ulice Warszawy albo doprowadzały do zmiany zarządu spółki. Bo w KGHM rządzą de facto związki. I dopóki zakład nie zostanie sprywatyzowany, są one nie do ruszenia. W przeciwieństwie do państwa nikt normalny nie weźmie na siebie zakładu z gwarancjami nietykalności dla kilku tłustych facetów.