Nie uważam pana generała Jaruzelskiego za zbrodniarza - zaznacza Janusz Korwin-Mikke w rozmowie z redaktorem naczelnym „Super Expressu” Sławomirem Jastrzębowskim. - Powiedzmy sobie jasno. To co robiły solidaruchy, żeby za wszelką cenę usprawiedliwić przejęcie władzy, to było podpuszczanie generała Kiszczaka.

Zdaniem lidera KNP, w Polsce po 1956 roku, czyli po odwilży październikowej Władysława Gomułki, nie było już komunizmu, a służby w PRL nie torturowały ludzi.

Torturowanie skończyło się mniej więcej razem z UB. Proszę mi powiedzieć, kto był torturowany poza księdzem Popiełuszką? - pyta Korwin-Mikke, odwołując się do swoich wcześniejszych słów, że śmierć księdza Jerzego Popiełuszki to był wypadek przy pracy.

Z punktu widzenia generała Jaruzelskiego zarówno wydarzenia w kopalni Wujek, jak i to to są wypadki przy pracy. Przecież to nie było w żadnym przypadku planowane - przekonuje. Nie zgadza się przy tym ze stwierdzeniem, że Jaruzelskiego można nazwać zbrodniarzem.

Ja nie mówię, że on był dobrym człowiekiem. Ma pan 9,5 miliona członków Solidarności i generał Jaruzelski robi stan wojenny, w ciągu jednej nocy opanowuje cały kraj, nie ma ani jednego trupa, dopiero po kilku dniach będą wydarzenia w kopalni Wujek - wylicza Janusz Korwin-Mikke i podkreśla: - Jaką zbrodnię popełnił? W takim razie Piłsudski był oberzbrodniarzem.