Dominika Ćosić: Czy Pana zdaniem kraje Unii Europejskiej spodziewały się, że sankcje na Rosję spotkają się z retorsją z jej strony?

Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO: Może nie wszystkie, ale te sankcje zostały mądrze przemyślane. Brano pod uwagę różne warianty ich zastosowania, starając się tak dobrać sankcje, by były najmniej dokuczliwe dla Unii i nie stały się bronią obosieczną.

Ale przyzna Pan, że uderzenie rosyjskie - czyli zakaz lotów nad Syberią dla samolotów europejskich - niektórych zaskoczyło.

Może. Najważniejsze z naszego punktu widzenia jest to, że sankcje summa summarum są o wiele bardziej, ponad 10-krotnie dokuczliwe dla Rosji niż dla Unii. Jeszcze raz powtórzę: sankcje uderzą w Rosję. A co do zakazu lotów nadsyberyjskich, to Rosja powinna się liczyć z możliwością działania zwrotnego - wprowadzenia zakazu lotów samolotów rosyjskich nad państwami unijnymi. Oznaczałoby to dla Moskwy kolosalne straty.

A embargo na towary rolne wprowadzone przez Rosję na wszystkie kraje unijne? We Francji lobby rolnicze już się burzy.

To kolejny strzał we własną stopę. Przecież 46 proc. żywności na rynku rosyjskim pochodzi z importu! To rzekłbym, autosankcje. Zacznie brakować żywności, pojawi się następnie limitowanie żywności, kartki na jedzenie, zwiększy się inflacja. I możemy się spodziewać, jakie to skutki społeczne wywoła. To zachowanie w stylu "na złość mamie odmrożę sobie uszy".

A nie ma Pan wrażenia, że przynajmniej niektóre z krajów żałują wprowadzenia sankcji i boją się odpowiedzi rosyjskiej? W Hiszpanii czy Włoszech słychać takie głosy.

Oczywiście, że w niektórych krajach, zwłaszcza na południu, odzywają się niezadowolone głosy. Może pewne środowiska liczą na to, że dzięki takiemu marudzeniu, dawaniu do zrozumienia, że oni nie chcieli sankcji, Rosja ich lepiej potraktuje, da im taryfę ulgową? Nie jest to jednak główny nurt. Ważne, że Niemcy przewartościowały swoje podejście do Rosji i sankcji, wspierała to Wielka Brytania a nawet - co jest zaskakujące - Francja. Pojawiają się głosy, że za późno zdecydowaliśmy się na ten krok.

Zakładając, że Rosja dalej będzie szła w zaparte, to co może być następnym krokiem - zakręcenie kurków z gazem?

To byłoby oczywiście dla nas wszystkich bolesne. Dla samej Rosji byłoby to jednak wręcz samobójstwem gospodarczym. Zakładając, że rezerwy walutowe Rosji pozwolą jej przetrwać (jeśli obecne sankcje będą obowiązywać w tym samym wymiarze) dwa lata, oznacza to w perspektywie tych dwóch lat bankructwo dla Rosji. A czym jest bankructwo dobrze wiemy, państwo przestanie wypłacać żołd armii i policji, zabraknie na pensje dla urzędników, wszystko się posypie. Dla władzy to opcja bardzo niebezpieczna.

Przez wiele lat zachód Europy uważał Polskę i kraje bałtyckie za rusofobów. Czy postrzeganie Rosji zaczyna się zmieniać?

Owszem, z każdą kolejną reakcją rosyjską. Oczywiście im dalej na zachód i południe, tym bardziej rusofilskie były sympatie. Ale Rosja nie zaskarbia sobie sprzymierzeńców ostatnimi posunięciami.

Mówi się już wprost o zagrożeniu ze strony Rosji.

To pośrednie zagrożenie. Jak na razie Rosja prowadzi na terenie Ukrainy wojnę hybrydową, ale to zaczyna coraz bardziej zagrażać także Europie. To przecież się toczy przy naszych wschodnich granicach.

Czy jednak ta świadomość rosnącego niebezpieczeństwa naprawdę istnieje wśród krajów europejskich?

Istotne są komunikaty NATO. Komisja Europejska komentuje te wydarzenia na poziomie politycznym. NATO ocenia militarne zagrożenie. Wystarczy prześledzić ostatnie wypowiedzi sekretarza Rasmussena, widać jasno, że zdaje sobie sprawę z zagrożenia i nie lekceważy go. To ważny sygnał.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rosyjskie embarga na żywność. Uderzenie w 32 kraje >>>

ZOBACZ TAKŻE: Ćosić: Kraje Unii zszokowane. Żal, że sankcje były za ostre? >>>