Dziennik Gazeta Prawana logo

Bruksela zszokowana reakcją Rosji. Kraje Unii żałują karania jej sankcjami?

7 sierpnia 2014, 11:26
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Siedziba Komisji Europejskiej
Siedziba Komisji Europejskiej/Shutterstock
Bruksela jest skonsternowana i zbita z pantałyku - tak najkrócej można określić unijne reakcje na rozwój sytuacji na Ukrainie. Część krajów członkowskich zaczyna żałować skutków wprowadzenia sankcji na Rosję. Wiele nie rozumie, czemu sankcje przyniosły odwrotny efekt. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.

Kiedy Polska i dziewięć nowych krajów 10 lat temu wstępowała do Unii Europejskiej, szybko przypięto nam etykietkę genetycznych rusofobów. Polskie ostrzeżenia dotyczące kierunku, w jakim zmierza premier/prezydent Władimir Putin uważano za przejaw antyrosyjskiej histerii i niechęci. Prawda jest jednak taka, że tylko kraje z naszej części Europy, z bagażem doświadczenia życia w strefie wpływów radzieckich, rozumiały i rozumieją Rosję, jej polityków i jej metody. I teraz mamy potwierdzenie tej tezy. Zachód Europy nie rozumie Rosji i traktuje ją jako zwykły, średnio demokratyczny kraj, a jej prezydenta jak normalnego przywódcę europejskiego. Stąd seria pomyłek, a raczej błędów w relacjach unijno-rosyjskich, od wojny w Gruzji w 2008 roku poczynając.

Wprowadzenie sankcji wobec Rosji podzieliło Unię na ich zwolenników i przeciwników (CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>). Kiedy w końcu jednak doszło do konsensusu i sankcje zostały przyjęte, dyplomaci unijni uznali, że teraz mogą odetchnąć z ulgą i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tak się nie stało. Bardzo szybko zaczęto liczyć straty. We Francji związki zawodowe, które są potęgą, protestują przeciw sankcjom, obawiając się utraty miejsc pracy.

Tego, że Rosja pójdzie w zaparte i zareaguje wprowadzeniem embarga na towary unijne, mało kto się spodziewał. Bo sankcje miały przecież przywołać Moskwę do porządku i podziałać jak straszak. Stąd konsternacja. Nie ma zrozumienia innego problemu - tego, że wsparcie dla Majdanu zostało przez Rosję odebrane jako naruszenie jej strefy wpływów. I tego, że trzeba było się przygotować na konsekwencje tamtej decyzji i uświadomić sobie, że jak się mówi "a", to trzeba też powiedzieć "b" - innymi słowy przygotować się na konfrontację z Rosją. Kto poza krajami z naszego bloku wie, że prezydent Putin rozumie tylko język siły?

Ale jeszcze większym szokiem było wysłanie rosyjskich żołnierzy nad granicę z Ukrainą. Czy grozi nam teraz wojna? Tego pytania Bruksela, zajęta zresztą uroczystymi obchodami setnej rocznicy wybuchu I wojny światowej, nie chce na razie, a może raczej boi się zadać. Bardzo ostrożna w komentowaniu ostatnich wydarzeń jest Komisja Europejska. O prezydencji włoskiej nawet nie ma co mówić w tym kontekście. Można odnieść wrażenie, że zarówno część krajów, jak i instytucje unijne same wystraszyły się tego, co zrobiły. I teraz nie wiedzą, co zrobić dalej. Bo tak naprawdę żaden z unijnych dyplomatów - abstrahując już od tego, jak ograniczone są ich kompetencje - nie jest w stanie przewidzieć rosyjskich reakcji. Choć już chyba nikt nie łudzi się, że Rosja jest w pełni przewidywalnym, demokratycznym partnerem. Ale wciąż - poza Polską i krajami bałtyckimi oraz może jeszcze Rumunią - nikt nie boi się wojny i nie uważa niebezpieczeństwa jej wybuchu za poważne.

Jedyną instytucją, która dostrzega ryzyko, jest NATO, ale głównie za sprawą Amerykanów (którym konfrontacja z Rosją może byłaby nawet na rękę) a nie europejskich aliantów. I najbardziej realistycznymi komentarzami do sytuacji na linii Rosja-Ukraina są teraz wypowiedzi sekretarza generalnego sojuszu i jego współpracowników (CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>).

Jak myślę o zderzeniu sposobu myślenia i podejścia do polityki krajów, zwłaszcza zachodnich Unii Europejskiej z poczynaniami Rosji, przypomina mi się opowieść o wspólnym polowaniu (na zwierzęta) premiera Berlusconiego i prezydenta Putina. Putin zaprosił na polowanie Berlusconiego, traktując to jako dowód zaufania. Na oczach blednącego Silvio pułkownik Putin zastrzelił jelenia, a następnie wyciął nożem serce martwego zwierzęcia i w dowód przyjaźni podarował włoskiemu przyjacielowi. I wtedy Silvio "Bunga Bunga" Berlusconi... zemdlał. Tak wygląda porównanie polityków europejskich, którzy co najwyżej wdają się w pozamałżeńskie romanse, afery korupcyjne i wycinanie politycznych przeciwników z byłym oficerem KGB…

CZYTAJ WIĘCEJ: Warzywa, mięso, ryby, mleko - Rosja każe świat za sankcje >>>

ZOBACZ TAKŻE: Bakterie w owocach nigdy nie są przypadkiem. Tak Rosja załatwia swoje sprawy embargami >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj