Dziennik Gazeta Prawana logo

Dlaczego Front Ukraiński był ukraiński? KOMENTARZ

23 stycznia 2015, 21:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Grzegorz Schetyna
Grzegorz Schetyna/Wikipedia
To nie jest łatwa sprawa - bronić wypowiedzi szefa naszej dyplomacji o tym, że to Ukraińcy wyzwolili obóz Auschwitz-Birkenau. Minister swoimi niefortunnymi słowami dał rosyjskiej propagandzie wygodny oręż - można opowiadać farmazony o tym, że Polacy fałszują historię. Dzięki takim wpadkom ekipa Władimira Putina może na potrzeby wewnętrzne tłumaczyć nieobecność rosyjskiego prezydenta na uroczystości z okazji rocznicy wyzwolenia obozu zagłady.

Grzegorz Schetyna nie powinien mówić tego, co powiedział - pełna zgoda. Jest jednak jedno małe "ale", o którym chciałem przypomnieć

W składzie Frontu Ukraińskiego nie walczyli sami Ukraińcy - to też oczywiście prawda. Front Ukraiński był jedna z wielu rosyjskich grup armii - które zmieniały swoje nazwy, skład i lokalizacje przez całą II wojnę światową. Podobnie było w przypadku Niemiec - Grupa Armii Południe przez pewien czas była Grupą Armii A i Grupą Armii B, potem grupami Armii Południowa i Północna Ukraina - i to mimo że swój byt kończyła na Węgrzech.

Nazwy jednostek wojskowych były, są i będą narzędziem walki propagandowej. Przywołuje ten przykład dlatego, że dla hitlerowskich Niemiec użycie nazwy Grupa Armii Południowa Ukraina służyło między innymi przekonywaniu mieszkańców Berlina i Wiednia o tym, że wróg jest gdzieś daleko, a nie w okolicach Budapesztu.

Nie inaczej było w przypadku Związku Radzieckiego. Nie przypadkiem wojska, które zdobywały Berlin i walczyły na terenie Niemiec, nadal nazywane były Frontami Ukraińskimi i Białoruskimi. Działo się tak z wielu powodów - jednym z nich było to, że Stalin chciał, aby Moskwa w powstającej Organizacji Narodów Zjednoczonych była reprezentowania nie przez jednego przedstawiciela, ale przez większe ich grono - dlatego uporczywie podkreślano niezależność sowieckich republik - Białorusi i Ukrainy.

Stalin swój cel osiągnął - a minister Schetyna bardzo niefortunnie co prawda, ale jednak, złapał Moskwę na drobnym, nazewniczym kombinowaniu i pozwolił sobie na charakterystyczną dla absolwentów historii złośliwość. W tym przypadku, mógł ją sobie darować.

ZOBACZ TAKŻE: "10 pilnych rad dla ministra Schetyny". Komentarz Mariusza Nowika >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj